Polecamy

Pierwsza wojna w niebie: Dziedzictwo - o książce słów kilka

Tak sobie myślimy o tym obszarze, blisko 900 stron. Saga aniołów, początek trylogii, no i kilka ciekawych albo i nie, tekstów. Próbki na...

poniedziałek, 28 stycznia 2019

Uziel, który zabrał człowiekowi upragniony Eden

Zapewne, wielu z was, choć jeden raz, zastanawiało się nad naszym słowem. Ten jeden raz, chcieliście wiedzieć. Dano wam taką wiedzę, lecz nieuczciwość przywódców odebrała wam mowę. Nie znam krótszej historii, którą opowiedziano, a zamknięto ją w początku waszej Księgi Rodzaju. Obawiając się usunięcia wszystkich wątków, zachowano szczątkowe zapisy. Gdybyście do nich sprowadzili waszą wiedzę, świat wypełniłby się mądrością. Ten początek jest istotny, reszta to historia ludzkiego upadku, wyrwana z kontekstu życia pewnego narodu. Nigdy, Księga nie dotyczyła rodziny, nie przedstawiała jednej drogi.
W ziemi niczyjej jest takie miejsce, z którego widok rozciąga się nad światem. Przechadzając się drogą, ujrzałem stamtąd Ziemię. Panorama wydawała się cudna, lecz zbyt daleko, abym poczuł i zobaczył właściwie. Materia stwarza nam pewną, osobliwą możliwość w dotarciu.   
Gdy powstali przeciwko ludzkości, roztoczyli zagładę, niosąc śmierć. Przyłączył się do nich mój brat.
Błąd…
On ich stworzył, razem i na równi z innymi. Zbuntowani i oszaleli z nienawiści, do rodzaju człowieczego, podnieśli oręż przeciw światu. Po panowaniu Seta, nadeszło skażenie rodzaju z Sin’e’ar. Zapanowanie nad tą masą, okazało się niemożliwe. Przybyłem na Ziemię zaprowadzić porządek…
Po raz kolejny, stanąłem naprzeciw krwi, która także w moim wnętrzu, znajduje źródło. Zabiłem mojego brata i jego rodzinę, powoli uśmiercając niewinne leże. Ręce zbroczone, a dusza źródło zepsucia. Uziel, samotny i obolały, nieznający emocji i nierozpoznający miłości…
To ja. Zidentyfikujesz mnie po znamieniu, liczbie mego imienia oraz mym czole. Nie jestem upadły… Jeszcze nie byłem.  
Zasiadł samotny, pośrodku ludów Ziemi, ostatni z pierwszych: na imię mu Koniec. Niesie zagładę i wlecze nicość, którą wypełnił ducha. Stanął przeciw tysiącom, pochwycił miecz grozy, zajadle ciskając nim we wrogów.
Podróż ku śmierci rozpoczyna w marszu, gdyż kres wyznaczył tchnieniu, w ciszy dobywając broni. Samotny w zwątpieniu, pradawny jeździec, pierworodny Ojca, siła i moc Jego lędźwi. Mowę rozpoczął, stając na wskroś tłumnie przybyłych wrogów.
Przemówił do garstki, ocalałych wiernych, ujmując przeznaczenie miry. Walka ostatnia, umiłowana mu droga, wyczekiwana przez wieczność, do której szykowały go tysiąclecia zamierzchłej chwały. Zmienia się, rośnie, przywdziewa ornat sukuba[1], aby mężów zaskoczyć w walce, szarpiąc i przemieniając w zgliszcza ich zbroje.
Spełnia się podróż, dowodzić będą mocy oręża, broniąc do końca prawa i przyrodzenia. Odejdą, waleczni i nieposkromieni, zdeptani przez masę szaleńczą. Członki rozdzielą im na tysiące, a ducha na miliony. Przemierzy stado, tratując im wnętrzności i dotrze do dłoni i barków.
Upadnie moc pradawnych, gdy dawni Stwórcy wyjdą przeciw nim na pola. Niezmącony spokój Pana Zastępów, wodza i obroń­cy słowa, zostanie zachwiany szaleństwem wojny. Potężny Uziel, w chwili upadku, tułacz i wygnaniec z własnego rodzaju, ukształtowany do tego, czym stał się w obłędzie. Nie ujrzy miast i nie posili się szerwą, wydając na pastwę hordy ostatnie tchnienie.
Staje w szale, krew wyczuwa i triumf przeciwnika, zamieniając na strach i upadek. Niemożliwy jest spokój w wieczności, gdy trwoży się siła potężnego El. Próba, zwątpienie nie przychodzi Mu nigdy, odejdzie z pola, gdy nasyci się zwycięstwem, a wrogów przykryje darniną. Zepsuty do granic, przesiąkł krwią z oręża. Muzyką, stał się mu tupot Elfirim, a dźwiękiem konanie zasłyszane w walce. 
Wybór, którego dokonał, nie mógł być miły żadnemu stworzeniu.  Nie był i Jemu!
Wojna, cierpienie i śmierć. Życie bez miłości i w jej imię, nazwane Rachel. Wśród ramion człowieczych na Ziemi, spętany za życia. Samotny. Pan dziedzictwa, który zabrał człowiekowi upragniony Eden. Pozbawił człowieczej istoty dostępu do źródeł wieczności.
Zapomniany wśród swoich, przeklęty ludziom i niemiły Stwór­cy, dogorywał opuszczając ducha w kierunku mroku wieczności.
Szukał, nie śmierci, bo ta nie była mu zapisana, lecz uni­cestwienia. Pragnąc ukojenia w niebycie, bez wieczności, wybrał za­gładę.
I wzniósł zamiar, nie odnajdując spełnienia.  Musiał żyć!
 I żył. W imię wiecznej miłości, pozbawiając się wszystkiego.
Oczy Rachel wyznaczyły mu drogę. W bliskości, wydzierając z pamięci umierającą wieczność.  


[1] Sukub – zły duch przybierający postać kobiety, nawiedzający mężczyzn we śnie.



Pierwsza wojna w niebie: Dziedzictwo

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Jeśli chcesz przeszukać nasze zasoby w sieci

Popular Posts