Polecamy

Pierwsza wojna w niebie: Dziedzictwo - o książce słów kilka

Tak sobie myślimy o tym obszarze, blisko 900 stron. Saga aniołów, początek trylogii, no i kilka ciekawych albo i nie, tekstów. Próbki na...

czwartek, 28 czerwca 2018

Księga Aniołów: umieranie

Władam zastępami. Cóż? Jestem w końcu ich wodzem.
Mówiąc skromnie, wiele niegdyś, ode mnie zależało. Jestem w tej grze, która ostatnimi czasy nieco się skomplikowała. Z niskiego poziomu, skoczyliśmy na wysoki level. Nie przechodziliśmy tego, więc ciężko mi mówić tu o przechodzeniu. Skoczyliśmy i już!
Słabnę z każdym cyklem, a moja dusza obumiera, na równi z wygaszaniem energii Tronu i struktury pra-świata. Anioł może umrzeć, i nie ma się tu co śmiać. Zdychamy – jak to mówią na Ziemi. Nie ma w tym nic dziwnego. Naturalna kolej rzeczy. Nie będę brał tego jako większej tragedii. Chciałem żyć, ale nie w takim stanie.
Jesteśmy zależni od porządku, nasz Ojciec zapewnia dostęp do światła, bez którego stajemy się niczym. Nie pomyśl, że jest przez to Absolutny. Nic bardziej mylnego. Po prostu, posiada narzędzia umożliwiające większą kontrolę. Ot, cała tajemnica wielkości.
Nie mogąc łączyć się z moją energią w przestrzeni, powoduje gwałtowny zanik wszystkich funkcji. Najzwyczajniej mówiąc, umieram.  Nie jest to gwałtowne i nie następuje nagle. Trochę czasu upłynie, zanim zejdę. Dla człowieka, cykl się nie skończy. Moja energia prawie wyczerpana. To nie powoduje uśmiechu na twarzy. Macie tu ciekawe określenie – „robić banana na twarzy”. Także, nie robi mi się banan na myśl o zaniku. Powolne i bolesne. Nie władać energią to zanikać. Cóż to za życie, gdy nawet nie wiem, co dzieje się po drugiej stronie globu. – Abstrakcja!
Cholernie się z tym czuje, bo umieranie nie stanowi dla mnie dobrej praktyki. Powiedzmy, że nie mam wprawy. Przedsięwzięcie, jak każde inne wymaga lekkiego zaprawienia. Człowiek, od narodzin aż do finału, zaprawia się w śmierci. Jestem w tym dyletantem. Śmierć jednostki nie ma żadnego znaczenia, tu na Ziemi, istnieją brutalne prawa. Dostosowałem się do tego, co czyni mnie ludzkim. Każda inna, nieludzka rzecz, zanika we mnie w tempie wprost niewyobrażalnym. Od zawsze, staram się być kojarzony z czymś nieprzewidywalnym. Narodziłem się tak, żyję tak i umrę, tylko z przekonaniem i poczuciem misji. Chyba tak?... ale nie jestem tego już tak pewny. Osobliwie, to chciałbym umierać bez misji. Nie śnić o tym będzie lub nie będzie. Chciałbym, tak zwyczajnie zamknąć oczy, nie myśleć i nie trwożyć się w ciężkiej chwili.
W ogóle to nie rozumiem śmierci. Starzenie się, śmierć i inne zarazy, które zainfekowałem ludziom – dosięgają powoli mnie samego. Nazywa się to karmą czy jakoś tak. Szkoda, że mój Ojciec nie może poczuć karmicznej przystawki. Padło na mnie. Cóż? Pewnego dnia mi się sprzykrzy i umrę.
To moja refleksja, bez oprawy, zdobionej patosem i frazą. Moja własna retoryka, pochylonego w upadku, nad życiem i doskonałością. Czasem dostrzegam jakąś doskonałość. To bezwarunkowe, gdy widzę twarz czy wracam do miejsca, w którym byłem. Miałem taki podły dzień, w którym przez cały czas wracałem do rozmowy z Mojżeszem. – Kurwa! – Tak się akcentuje sprawy na planecie. Po co mi Mojżesz? Szanuję go i wielbię, ale nawet nie wiem, co u niego. Pamiętam go, a gdyby coś mu się stało, to żałowałbym po stokroć. Może… Czasem nie warto znać prawdy o tych, na których nam zależy.
Wszystkie przemyślenia, które sprowadziło mi życie, to coś na kształt latryny – tak się mówi o miejscach skupionego odosobnienia. Ludzie stają się natchnieni twórczo, gdy pozostają sami. Natchnąłem się i zostałem natchnięty albo natchniony. W każdym razie – dajmy na to, że się natchnąłem aż mało nie wygiąłem kręgosłupa. Dobra rzecz, ale jak pomyślę że miałbym toczyć walki z takim szkieletem jak ma człowiek, to przeżyłbym już tysiąc pogrzebów.
Doświadczyłem wszystkiego, poznając wasze demony, żądze i rządy. Absolutnie jestem tego pewny. Najbardziej smakowała mi wasza wódka, papierosy oraz kobiety. Wspaniałe jest to, że można śmierdzieć, pachnieć – a przy tym wybrzydzać. Nie mogli przy mnie udawać, choć nie czuli że ja wiem każdą rzecz. Gdyby mieli pewność – zapewne by mnie posiekali. Chodzące zwierciadło – a to dobre. Anioł – zwierciadłem, tyle że nie nadziei, a oglądu prawdziwej i bezkształtnej natury człowieka. Byłem jednym z was, tuż na zbiegu kilku skrzyżowań, mieszkałem i żyłem, całkiem niezauważalny. Ciekawe jest to, że można tak osobliwie, a chciałem stosować większy patos. Nie daje się, gdy mnie bierze część waszego ducha. Mój język i tak nie będzie dla was zrozumiały. Jesteście zbyt zapatrzeni we własne cielska – dupska byłoby lepszą formą, powszechniej tu stosowaną. Nazwaliście mnie Antychrystem i Fałszywym Prorokiem. Nie znoszę takiego memlania. Tak wiem, jestem zły. Bestia to ja – w porządku, zrozumiałem wprawdzie ten wywód z akapitu Apokalipsy, ale czemuż nadaliście mojej formie taki bezkształt wyobrażeń. Zamiast napisać pokrętnie: Oto słowa tego Proroka, weźcie lub zostawcie – to wy mi wlepiacie ciało niedźwiedzia, lwa, przyczepiając ogon jaszczurki.
Przyznaję się, bez zbędnej walki: Ja jestem, Uziel, Pan Węża, Zwierzę i Bestia, w jednej postaci. Na imię mi szatan, noszę ich tak wielu. Nie musisz mi oddawać pokłonu ani służyć. Za to, możesz się zmienić, bo jak się wkurwię rozpętam tu taki pokaz fajerwerków, że przez najbliższe tysiąclecie nic się nie poskłada na Ziemi.
Istnieje mały szkopuł, powstrzymujący mnie przed tym, ale to może się samo wyjaśni w trakcie.
Dotarłem tam, gdzie wy się zatrzymujecie i zrozumiałem, że dalej nie można już pójść. Punkt widzenia zmienia się, a moje oczy przywołują ciągle jeden obraz, tego czym powinno być to, co nas otacza.
Wobec śmierci i życia, staram się nie przenikać granic. Pozostaję na progu. Mógłbym się nieco poprawić, ale obiecałem sobie nie zabijać ludzi dla krwi. Powiedzmy, że to rodzaj stuletniej terapii. Nie miałem w ustach tego napoju od dwóch tysięcy lat. Zatem, moje pragnienie pali mnie i wzbiera się we mnie od środka, jakby moje ciało chciało mi powiedzieć: „Bierz i jedz z tego, niech cię karmią wszyscy!” – Jakież to kuszące i obrzydliwe. Nie  ja się takim stworzyłem. Gdy się już pojawiłem, po prostu tak miałem.

Człowiek rodząc się pokraką, nie jest niczemu winny, bo dostaje ten zastrzyk, w postaci pary genów – po mamusi i tatusiu – stając się chodzącą tragedią. Ze mną, widać było podobnie, dlatego staram się zrozumieć ludzi. Nawet tych najgorszych. 



Księga Aniołów: umieranie


______________________

Fragment z książki, znajdującej się w fazie tworzenia Księga Aniołów. Jest to kolejna, druga część, serii Przemilczeć Armagedon. Pierwsza, pt. Pierwsza wojna w niebie: Dziedzictwo już się ukazała drukiem. 
Części te różnią się od siebie. Księga Aniołów jest pisana współczesnym językiem i zawiera refleksje Uziela, który trafił na Ziemię i został pozbawiony swojej siły oraz mocy władania żywiołami - mówiąc prościej, stał się człowiekiem. 

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Jeśli chcesz przeszukać nasze zasoby w sieci

Popular Posts