Polecamy

Pierwsza wojna w niebie: Dziedzictwo - o książce słów kilka

Tak sobie myślimy o tym obszarze, blisko 900 stron. Saga aniołów, początek trylogii, no i kilka ciekawych albo i nie, tekstów. Próbki na...

czwartek, 31 maja 2018

Wiara w aniołów wymaga wiary

Aniołowie zbliżają człowieka do poznania tajemnicy, a wedle przekonań zwyczajowych, pośredniczą w rozmowach z Bogiem. Czy tak jest? Czy aniołowie zapisują wszystkie te sprawy i relacjonują Stwórcy? Czy człowiek, mając pewność ich istnienia, nadal zachowywałby się jak zwyrodnialec? Pytania te są może brutalne, ale niezwykle ważne. Wydaje mi się, że ludziom, dobrze śpi się i udaje w tym matriksie  – zasadniczo kogoś, kim wcale nie są. 
Człowiek dokonuje degradacji aniołów w powszechnej hierarchii bytów. Od zawsze interesowałem się tym, jak powinniśmy się odnosić do danego zjawiska, a nie tym, jak się o danym zjawisku napisało czy powiedziało. Miałem taki komfort, stąd mogę pisać o aniołach oraz przedstawiać ich w zupełnie innym kontekście.


Wiara w aniołów wymaga wiary


Zdegradowany człowiek groteski 
Los człowieka jest nieunikniony i dąży on, do sprawowania władztwa nad sobą. W tym, krzywdzi inne życia i oddaje się nienawiści, którą ozdabia pozorem fabuły, okraszonej kawałkiem egoizmu, którą można określić mianem "życia". Zwłaszcza, że ludzie nie chcą dokonywać żadnych zmian i wolą, aby ich rzeczywistość pozostawała niezmienną. W tym kontekście, ludzie oszukują się, twierdząc że prowadzą własną odmianę i szykują się na koniec świata. Dobrze napisał Czesław Miłosz, mówiąc w wierszu Piosenka o końcu świata, że innego końca świata nie będzie.  
Sprowadzenie aniołów do roli posłańców czy sług człowieka, ma swój określony cel i stosowane jest dla umniejszenia w znaczeniu bytności tych istot. Ludzie wierzą w „posłannicze sługi”, które mają za zadanie: chronić i pośredniczyć. Niewielu ludzi jednak je rozumie, ale za ich pośrednictwem, stara się ukazać własną rolę. Pogardliwe jest to, jak ludzie potrafią o aniołach opowiadać, bez zawahania się, kłamiąc o tych wzajemnych spotkaniach. Przekonują przy tym, że widzieli anioła oraz relacjonują doświadczenia z owego spotkania.
W naszej kulturze przyjęło się, że jeżeli kogoś wspiera anioł, to musi on być osobą o szczególnych cechach i wartościach. Taki ktoś zasłużył się Bogu, który wysyłając „posłańca”, postanowił doświadczyć człowieka lub powierzyć mu ważną misję. Aniołowie też, według ludzi, odpowiadają za powszechnie panujące zło. 
Człowieczeństwo powinno sprowadzać się do konkretnych działań – tu i teraz – a nie stwierdzania, że bycie bliżej bóstwa, zapewni rozwój oraz powodzenie. 
Powszechne przekonania nie odnoszą się do prawdy, której poznanie jest z gruntu rzeczy niemożliwe. Bo, czymże jest prawda w obliczu głupoty? Na pewno jest bezładem wartości i cnót (może być przewartościowaniem wartości). 
Oparcie się wyłącznie na wierze, w to że anioły są jednym pewnikiem, stanowi zupełnie inne odniesienie do rzeczywistości oraz tego, jak zamierzamy sprawę postrzegać.   
Aniołom nadano wiele cech i imion, z czym można polemizować, jako faktem ustanowionym przez człowieka. To człowiek stwierdził, że zna język aniołów, przepowiednie oraz potrafi z nimi rozmawiać, osiągając określone korzyści. Dotychczas, nikt nie podszedł do tematu w sposób obiektywny, tzn. oderwany od przypuszczeń i twierdzeń, poza osnową legend i dążeń, starając się rzeczywiście to zjawisko opisać (modułem, a nie całą konstrukcją, czyli zapewniając elementarne postrzeganie). 
Być może, żaden z ludzi nie wziął dostępnych źródeł i nie przeczytał ze zrozumieniem Biblii. A może zrozumienie takie nastąpiło, w toku procesu zdobywania świadomości ogólnoludzkiej, gdy uznano, iż należy trzymać się oficjalnej doktryny, skoro na ogólne, tak drastyczne wyobrażenie aniołów, udzielono powszechnej zgody.  

Zdania są podzielone
Sceptycy powiedzą, że aniołów nie ma i szkoda cokolwiek na ich temat pisać. Według nich, stanowią wymysł religii i wierzeń, w tym kontekście powinny być traktowane. – Poniekąd się zgadzam. 
Wyuczeni pesymiści powiedzą, że aniołowie to istoty mityczne, obecne w wyobrażeniach judaizmu oraz chrześcijaństwa, zwłaszcza w tradycji pozabiblijnej.
Uważam, że jest w tym sporo racji.
Ludzie religijni stwierdzą, że aniołowie istnieją. Nawet, gotowi są podać dowód na ich oddziaływanie, którym będzie wewnętrzne przekonanie o tym fakcie. Nikt jednak nie mówi, że wiele spraw umysł jest w stanie przyjąć i sobie wmówić.  
W aniołów wierzą głównie ludzie, żyjący w kręgu judaizmu czy chrześcijaństwa. Żydzi w Penuel rzucili złe światło na niby-anioła, walczącego z Jakubem, gdyż był to sam Stwórca – jak wynika z opisu interpretacyjnego do Biblii Tysiąclecia. Chrześcijanie widzą w aniołach niezliczone chóry, które nadejdą wraz z czasem apokalipsy, aby wielbić zwycięskiego człowieka, przyśpiewując mu w drodze do raju. Pozostała część aniołów, zostanie zepchnięta w otchłań piekielną, gdzie cierpieć będzie wieczne katusze. Jakże przywołuje to opis z mitologii greckiej, gdzie za Uranosa i Gai, spycha się w czeluść gigantów. 
Takie wyobrażenia oraz ich przekaz, w obecnym świecie, można sprowadzić istnienie aniołów do roli mitologii czy wręcz bajki. Aniołowie zajęli miejsce w panteonie, zaraz za człowiekiem. Człowiek jest marny i kruchy, ale jest wyższym bogiem – w stosunku do aniołów. Rozpatrując kontekst ewolucji religii, to ma sens, gdy przyjrzymy się kształtowaniu kultu człowieka, w którym bóstwo-człowiek, przechodzi w bóstwo-ducha, niedostępne i bytujące ponad poziomem śmiertelnych. Anioł staje się wówczas posłańcem, pośredniczącym pomiędzy Bogiem w Niebie, a człowiekiem (bóstwem) na Ziemi.
Anioł jest tu formą pośrednią, niewątpliwie egzystującą, między człowiekiem a bogiem właściwym. Ponoszą również całkowitą winę, ponieważ zostali obciążeni sprawczym złem (tzn. z nich wzięło się zło, jako podobieństwo rodzaju). 
Ujęcie biblijne chroni tradycję. Biblia to saga człowieka, jego dziejów i religii. W tej klasyfikacji ulega kolejnemu podziałowi, na sagę dawnego Izraela i wyznawców Jezusa zwanego Chrystusem, który przez tysiąclecia urósł w tych wierzeniach do rangi Boga. 

Znaczenie pojęcia 
Anioł oznacza posłańca – „bez przesądzenia o jego ludzkiej i duchowej naturze”, co od samego początku skazuje tę istotę na dwie formy, dostępne wyobrażeniom człowieka – jego natury – doskonałej i cielesnej – i ducha – którego wzorca poszukuje człowiek (doraźne to, ale niewątpliwie istotne). W istocie rzeczy, implikacja pojawia się, gdy ludzie nie rozumieją idei tchnienia życia, zawartego na Ziemi. 
Tchnienie – dusza zostało opisane w Biblii, już w jej pierwszej księdze. Konstrukcja życia na Ziemi, opiera się na wiecznym tchnieniu, które można usunąć z żywej formy, po zniszczeniu ciała. Zniszczenie to wiąże się z bólem i cierpieniem (dosłownie: śmiercią). 
Księdze Rodzaju opisano, że aniołowie stanęli na powierzchni Ziemi, bo zaczęły podobać im się córki ludzkie. Wtedy nazwano ich „upadłymi” i „odstępnymi”. Przerabiając dawną Księgę Razjela, z całą jej astronomiczną formą, stworzono Księgę Henocha – dzieło, które wyraźnie potępia czyn aniołów i piętnuje ich grzech. Przypomnę – grzechem tym była miłość. Sic! Kościół koptyjski stanął na wysokości zadania, odpowiadając na potrzeby społeczne. 
Reszta ludzkości powtarza ten fakt jak mantrę, mówiąc że aniołowie kochający kobiety, stali się z natury upadli i źli. Stwórca, stworzył aniołów, aby byli posłańcami dla ludzi. To prosta, ziemska logika, której naruszenie jest grzechem czynionym przeciwko Bogu. 
Fakt znamienny mówi, że człowiek został uczyniony na podobieństwo ludzi i aniołów, następnie umieszczony na Ziemi. Tu, przed nim, zamknięto wspaniały ogród, ponieważ sięgnął po owoce niektórych drzew i poznał znaczenie dobra i zła. Nie wyklucza to jednak tego, że aniołowie znali zło i dobro na długo przed człowiekiem, który dopiero po tym czynie, stał się im podobny. 

Wierzenia  
Wiarę w aniołów ukształtowano na wyobrażeniach bóstw pośredniczących. Specjalista od religii powie, że aniołowie zostali wyparci z kultu ok. VIII w. n.e., aby ustąpić miejsca kapłanowi, który miał być bezpośrednim depozytariuszem (pośrednikiem). Tu, po raz kolejny wykorzystano te istoty, ale kiedy zauważono, że mogłyby przeszkadzać, zmarginalizowano je. Dla piękności tego kolorytu, dodajmy szatana oraz cały ruch demoniczny, który powstał, gdzieś na krańcu wszechświata, w miejscu zwanym Niebem. W tym układzie, owe Niebo może być okrzyknięte wylęgarnią zła. 
Aniołowie i wyobrażenia o nich, pozostały na świecie, stanowiąc folklor. Skrzydlate demony, postacie, a może nawet duchy pojawiają się w kulturze, od wieków ukazywane w pozie uwielbienia Ojca, bądź służenia człowiekowi. Były w ten sposób pozbawione jakiegoś większego celu i uczucia – dysponowały duszą, ale nie na tyle zmaterializowaną, aby móc zrównać się z człowiekiem. 
Jako istoty, umiejscowione (chwilowo – zanim nie zjawił się człowiek, co może być podobne do wizji z Apokalipsy) bliżej Stwórcy, wykorzystywane są do uzyskiwania magicznej wiedzy, służącej wróżeniu czy przekazywaniu woli Bożej. Tacy – pewni pośrednicy – w odczytywaniu znaków, wróżb i przepowiedni. 

Wizja człowieka
Człowiek stanowi istotę zupełnie innego rzędu, opartą na odmiennej fizjonomii, potencjale umysłowym i twórczym. Rola, jaką przypisał aniołom, sprowadza je do funkcji posłańców złego lub dobrego słowa. 
Augustyn – w mojej ocenie człowiek dziwny i nieznający dokładnie konsekwencji tego, czym jest zakłamywanie przekazów, przypisał aniołom określone funkcje. Dosłownie, według niego: anioł to funkcja! A człowiek? – Pewnie to przywilej. 
Istnieje ciekawy cytat, wskazujący zaprzeczenie. Stwierdza w nim Augustyn, że anioł to funkcja, a nie natura. Natura to duch, a funkcja to anioł. Duch to tchnienie, zatem dotyczy każdej żywej istoty, również ludzi. 
Jeżeli aniołowie mieliby inną strukturę tworu niż ludzie, nigdy nie doszłoby do zbliżenia się ciała człowieka z duchem anioła oraz do wydarzenia z córkami ludzkimi, o czym wspomina Biblia. Gdyby anioł opierał się na augustyńskiej koncepcji ducha, stałby się niczym. Anioł to istota pierwsza i doskonała, łącząca duszę ze wszystkim we wszechświecie. 

Rozważanie o duszy i tchnieniu
Anioł posiada duszę istnienia. Człowiek to ciało – worek i tchnienie, które poza nim, nie może przebywać, ponieważ jest przywiązane do materii elementami, z których został poczęty. Uwięziony tu, z dala od własnych źródeł, domniema i poddaje się zbiorowej fikcji. 
Ziemia to obóz karny dla ludzkiego tchnienia, z którego nie może się wydostać, dopóki pozostaje się w takim układzie, poza granicami sił duchowych wszechświata. Ziemia to obszar stworzony dla istot żywych, które kierują się podstawowymi funkcjami, służącymi do zaspokajania potrzeb. Oddziaływają tu siły natury. 
Stwórca poszukiwał substytutu dla nowej materii, opartej na innym poziomie stworzenia, na fragmencie energii wszechrzeczy. W zależności od tego, jaki element został przyjęty, taki gatunek powstawał. Anioł stanowił absolut sam w sobie. Jest konsekwencją natury, formy i trwania. Inaczej – stanowi odrębną rasę, a nie rodzaj pośredniej formy. Zupełnie uczciwie spójrzmy na to – patrząc na aniołów i ludzi, przez pryzmat ewolucji, o której znaczeniu pisano dopiero w XIX wieku, lecz zaawansowane podwaliny położono już w starożytności.

Mit 
Mitem jest to, że aniołowie stanowią wzór dobra. Absolutne zło i dobro nie istnieją. Kierują się prawem, to ich umacnia i powoduje, że mogą wypełniać powierzone im zadania. Każda istota żywa, kieruje się zadaniowością – narodziny, rozwój, potomstwo i śmierć. Nie istnieją, wyłącznie, aby służyć. Reagują, całkiem jak my, prowadzą obserwacje i dążą do samodoskonalenia. 
Istnienia takich aniołów jestem pewny. To kel el. Wszystko w tamtym świecie zawiera przedrostek „el”. Wiarę pozostawiam bajkopisarzom oraz przodownikom ludzkiej pangenezy. Jednak, nie o tym. 

Postscriptum
Na Ziemi wierzymy w aniołów, ale niewłaściwie ta wiara została pojęta. Niepoparta żadnymi faktami oraz głębszym rozumieniem rzeczy i zjawisk. Wiara wielu ludzi, wykreowana i wsparta na fundamencie kłamstwa i domysłów. Brak jest kontaktów między stronami, które nie nastąpiły od dwóch tysiącleci. To sprawia, że ludzie wierzą w różne, niestworzone sprawy, nie mogąc potwierdzić żadnych faktów. Wiara – ona wymaga wiary. 
Nikt nie życzyłby sobie spotkać takiej istoty, bo jej fizjonomia, sposób bycia i postrzegania oraz stosunek do człowieka jest diametralnie różny od powszechnie przedstawianego. Przywołujemy wiatr, słuchamy dążących do zbicia kapitału ludzi i pogrążamy się w naszej winie.

niedziela, 27 maja 2018

Istota nakazu dnia szóstego

„A wreszcie rzekł Pan: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi”.
Rdz 1,26

W czasach biblijnych, panowanie nad światem wyobrażano sobie jako władzę, którą mógł sprawować król, w stosunku do danego obszaru oraz mieszkańców. Jego panowanie wiązało się z wprowadzaniem wspólnych norm. Zrozumienie kontekstu wymaga przywołania pojęcia „panowania”. Dzień szósty w tradycji biblijnej Księgi Rodzaju to stworzenie zwierząt i człowieka. W tradycji pozabiblijnej jest to dzień wyrzucenia Lucyfera z Nieba.  
Koncepcja dnia szóstego, pozwala także szerzej spojrzeć na zagadnienie absolutnego zła i dobra.

Istota nakazu dnia szóstego


Tłumaczenie słownikowe
Za Słownikiem Języka Polskiego PWN, panowanie to: „sprawowanie rządów”, „przewodzenie”, „podporządkowanie czegoś”, „sprawne posługiwanie się czymś”, „rozprzestrzenianie się, trwanie”.
W chwili buntu, człowiek zrzucił z siebie obowiązek panowania. Niektórzy interpretatorzy, posługujący się alegorezą (nowym definiowaniem biblijnych znaczeń, alegorii), twierdzą że człowiek utracił panowanie na rzecz diabła, „władcy tego świata” – por. J 14,30. Sąd nad światem, to sąd nad szatanem, który zostanie „precz wyrzucony” – por. J 12,31. Wówczas władzę odzyska istota ludzka oraz jej Stwórca. Pozostałe moce zostaną unicestwione.
W Ps 8,7 jest mowa o tym, że człowiek został obdarzony władzą nad dziełami rąk Stwórcy, który złożył wszystko pod jego stopy.
Należy zwrócić uwagę na Rdz 1,29, w którym wyraźnie, jako pokarm człowieka wskazano ziarno i owoc. Istotą nakazu z dnia szóstego jest nie jedzenie mięsa, czyli tego co ma w sobie pierwiastek życia (czyli element, siłę stwórczą i jej napęd).

Początek Księgi Rodzaju jest bardzo ważny
W Księdze znalazły się istotne wskazówki, dotyczące wzajemnych relacji podobieństwa, panowania oraz określenia głównych kierunków istnienia człowieka, wyznaczające stosunki na linii człowiek-Stwórca. Przede wszystkim są one bardzo proste, co decyduje o ich wyjątkowości. Nic nie wskazuje w  Księdze na władztwo diabła, poza tym zwróćmy uwagę na Księgę Hioba, gdzie rzekomy diabeł, pyta Pana o człowieka oraz otrzymuje zgodę na wypróbowanie Hioba – por. Hi 1,12; Hi 2,06.
Władztwo diabła wywodzi się z szeroko pojętego zła. „[…]Hiob jej odpowiedział: ”Mówisz jak kobieta szalona. Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. Czemu zła przyjąć nie możemy?” W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył swymi ustami. […]” Hi 2,10.
Istotą zła jest jego pochodzenie od Stwórcy albo jest to bardziej złożone, niż mówi to tradycyjny podział na dobro i zło.

Nowe Jeruzalem
Przypomnijmy, że w Nowym Jeruzalem i w nowej Ziemi zapanuje ład, a ludzie nie będą mogli zabijać zwierząt. Oczywiście tego nie ma w Apokalipsie Jana. Zrozumienia tej idei nie trzeba szukać daleko. Wystarczy popatrzeć na broszury i wydawnictwa związane z Watch Tower Bible and Tract Scociety of Pennsylvania, w których to mnoży się od wizji przyszłego raju, w którym zwierzęta i ludzie, wspólnie cieszą się z wyczekiwanego porządku. Nie ma tam ofiar, mordów, wzajemnej nienawiści. Zanim nastał ten raj, musiano zgładzić miliardy wyrodnych. Czemu, w tych wizjach brak stosów na ofiary całopalne? Po co takie ofiary są czynione współcześnie na Ziemi? Skoro z założenia Stwórca jest wszędzie, to czy miła jest mu śmierć?
Idea Kartezjusza głosiła, że zwierzęta nie czują. Jednakże, ten renesansowy filozof nie zaczerpnął tego z sufitu, ale został przesiąknięty piętnastowieczną tradycją chrześcijańską.
Rzecz tłumaczy się działaniem szatana i tym usprawiedliwia wszelkie uczynki człowieka. Tu, na tym świecie jest źle i musi panować nierówność, ale tam każdy otrzyma to, czego będzie potrzebował. Jedynie teraz, tu na Ziemi, winien składać ofiary, aby dostąpić zbawienia i nie zostać unicestwionym podczas Armagedonu. Czy rzeczywiście o to chodzi?
Naszym zdaniem nie. Istotą wzajemnych relacji są stosunki, które zapanowały w prawie dnia szóstego. To był decydujący, lecz iście symboliczny dzień.
W historii naszej cywilizacji, jedynie radziecki socjalizm zbliżył się do tego ideału. Wielu oburza się liczbą ofiar – my także – jednak czy wszyscy oburzeni nie wierzą w biblijny przekaz Apokalipsy, mówiący o zabijaniu (masowej zagładzie) odstępców? Cóż za podwójna moralność zrodziła się nam na tym świecie. Stalin i jego ekipa, nie dokonali nawet ułamkowej części tego, o czym wspomina Apokalipsa – poza tym – mieli odmienne powody oraz uwarunkowania geopolityczne.

Odwrócone role
To ludzie wierzą, że nie będą musieli zabijać (albo przestaną chcieć zabijać). Uznają w końcu zakaz z Rdz 1,29.
Spożywanie mięsa czy rytualny ubój, nie jest związany z diabłem i jego mocą.
Zwróćmy z kolei uwagę na obszerny opis instrukcyjny z Wj 29, 10-46. Mamy tu bardzo ciekawe zobrazowanie ofiar oraz krwi. Pamiętajmy, że na Ziemi niejednokrotnie krwawe rytuały przywoływały Bogów.
Pan staje się Bogiem Izraela, mieszkającym pośród ludzi. Służą mu Aaron i jego synowie. Zabijają cielce, barany i owce oraz składają ofiary z krwi i wnętrzności, którymi poświęcają ołtarz i przywołują Boga. Ofiary są palone, a miła woń ofiary jest uwielbiana przez Pana.
Zatem Pan-Stwórca pragnie za grzechy mięsa, tłuszczu, wątroby i nerek. Mamy też pojęcie „świętego jedzenia” mięsa barana oraz chlebów, jedzonych przez Aarona i jego synów. Biblia wskazuje, że rzecz dzieje się w Namiocie Spotkania. Tak rodziły się przywileje. Ofiara krwi miała oczyścić ołtarz. Bóg upewnia ludzi, że jest Bogiem i żąda krwawej ofiary.
Przykłady te wskazują jak dalece ewoluowało pojęcie „panowania” oraz z jakim podobieństwem mamy do czynienia w opisie z Rdz 1,26. Człowiek znający zakaz spożywania mięsa, staje się katem zwierząt, których krwią i śmiercią przywołuje Boga przed Namiot Spotkania.

Pogrzebane prawo
Prawo dnia szóstego zostaje ostatecznie pogrzebane w Księdze Wyjścia, bo Bóg żąda krwi. Człowiek posłużył się zwierzętami, aby osiągnąć przywileje kastowe.
W naszej ocenie jest to tak dalece związane ze Stwórcą oraz ideą panowania człowieka i podobieństwa, jak to, że nakazał On istnienia niewolnictwa oraz wprowadził nakazy regulujące jego istnienie.
Czy wobec tego, nadal uważamy, że diabeł jest zły? Czy „panem świata” jest diabeł? Czy podobieństwo do „Nas”, oznacza pragnienie krwi?
Książka Pierwsza wojna w niebie: Dziedzictwo dostarcza tych odpowiedzi w całości, gdyż w tym miejscu nie jesteśmy w stanie ich udzielić, bez wprowadzenia niepotrzebnego zamieszania.


Łodyga przeciwieństw – Kto jest szatanem?


Zasada Biasa: większość ludzi jest zła
Diogenes Laercjusz 1, 87 – 88

Anton Szandor LaVey, napisał nieszkodliwą w wymowie książkę, z zupełnie innym ujęciem, niż sądzą ludzie. Biblia Szatana – owe dzieło rozpromieniło wielu, którzy spodziewali się znaleźć w niej przepis na sukces, miłość czy pieniądze. Najistotniejszą pracę wykonały kościoły, które starały się znaleźć w niej demonologiczne wpływy z zaświatów. 
LaVey, ostatni prorok z Ziemi, wyjaśnił że kłamstwo było wrogiem wolności, pozbawiając osobistą naturę człowieka, wszelkiej zdolności radzenia sobie z życiem. Mówił, że trzeba zniszczyć kłamstwo. I nie chodziło mu o plucie na hostię czy przeklinanie wrogów – to byłoby zbyt proste, tworząc kolejne kłamstwo.
Perfidnej manipulacji dokonano, dając ludziom księgi, w których prawa zostały zapisane, a częściowo zmienione. Nie mieli czasu i odwagi dokonać całkowitego zakrycia, okazało się że brak pomysłu nie przeszkodził w tworzeniu zaprzeczeń. Zbudowali na tym kościoły, a ludzkość trzymając w ręku Biblię, wierzy w słowa beznamiętnego, barbarzyńskiego kaznodziei, który zakłamuje, nawet resztki tego, co pozostało w Księdze.
To się nazywa dopiero „zbiorowa amnezja”, ale z tym walczył Anton Szandor LaVey, pomimo swoich niekonwencjonalnych metod.


Łodyga przeciwieństw – Kto jest szatanem?


Niekończące się spory
W rozważaniach codziennych, nie można wyjść poza ramy podstaw. Ludzie sprzeczają się o to, czy Maria miała dzieci oraz czy Jezus rzeczywiście czynił cuda. Odpowiedzi dostarcza treść Nowego Testamentu. Tak, Maria miała dzieci. Jezus dokonywał rzeczy dziwnych, wychodząc poza schematy.
Czy to stanowi podstawę do rozważań? Zapewne dla wielu okaże się to ważne, aby dostosowywać rzeczywisty tekst i jego interpretację do wymogów religijnych kultów. W rozważaniach o LaVeyu ludzie popełniają sporo błędów i nie chcą zrozumieć kilku faktów. Poza tym, spór idzie o doktrynę, walczących o wpływy i władzę odłamów chrześcijaństwa, które oddaliły ludzkości od poznania prawdziwej natury spraw. Spór idzie o wpływy, wśród interpretatorów woli szatana. Ma to przełożenie na filozofię, naukę oraz życie codzienne. Determinuje ludzi, gotowych poświęcać się walce ideologicznej, prowadzonej na potrzeby własnych przekonań.
Nie dziwi fakt, że Biblia Szatana została źle zrozumiana, gdy weźmiemy pod rozwagę Biblię i Koran, których zasady są zupełnie inaczej zinterpretowane we współczesnym świecie, odbiegając od treści, które przekazują.
W tym oddaleniu, powstał swoisty kulturowy bastion, oparty na tym, czego nigdy nie było. Jednych i drugich, zwiodła tradycja. Jest to przyrównywane do snu. Tym samym zestawieniem, stosując nieco inne odniesienie, posłużył się Anton Szandor LaVey, którego słowa i myślenie było mi dane poznać i zrozumieć. Możliwość czytania Biblii Szatana zawdzięczamy rozwojowi tolerancji, współczesnej kulturze oraz kościołom, w których interesie było i jest istnienie złego ducha.
Autor Biblii Szatana, pomijając kwestie rytualne i odniesienie się do natury przeciwieństwa, jako wewnętrznego boga każdego człowieka, stworzył pierwszą tak chodliwą księgę o człowieku i jego mocy. Posługując się swoistymi obrazami, przekazał rzeczy ważne, ukrywając je pomiędzy mniej ciekawymi opisami. W sztuce liczy się dramatyzm, farsa i styl – i tego nie mogło zabraknąć w Biblii Szatana.
Uważam, że LaVey był ostatnim z proroków, który powiedział ludziom prosto: Czytaj i poznaj prawa! To był zasadniczy przekaz LaVeya, choć on nie opłacił się zbytnio i wyjaśnię, czemu. Od czasów starożytnych, zdawano sobie sprawę że aby być politykiem dobrym, można narazić się bogom, a przyzwoitym – ludziom. Jak to rozumieć? Prosto. Fałszywy człowiek zdobywa pogardę wśród bogów, ale nie może być uczciwy, w stosunku do ludzi, gdyż nie chcą oni, ani sprawiedliwości ani prawdy. Wolą pozory, które uznają za cnoty. Uczciwych i dobrych polityków, uważają za przejaw słabości i braku racjonalnej oceny. Takie myślenie ludzi oraz wszelkie prawidła z tym związane, znany były LaVeyowi. Pozostawał on w zgodzie, z samym sobą, chcąc stworzyć dzieło niezwykłe i dać przekaz, musiał bez narażania się ludziom, postarać przypodobać się bogom. W praktyce, oznacza to, że musiał on przygotować dzieło akceptowalne społecznie, odpowiadające na potrzeby i tradycji, a jednocześnie zawierające głęboki przekaz, stanowiący syntezę dziejów człowieka. Udało się to uczynić i wcale ta warstwa, mimo jej uwidocznienia, nie jest tak oczywista dla ludzi. Wynika to z tendencji, wedle której, tłum nie zachowuje się racjonalnie.

Dzieło oburzenia
LaVey uznał, że jego dzieło stanowi rodzaj oburzenia, wobec zakłamanej rzeczywistości, która zamiast prawdziwych praw, spisała Prawa Dżungli w ich najpodlejszym ujęciu. Iluzoryczny diabeł, bo nie wierzę, aby LaVey rozumiał tę postać dosłownie, nie mógł się wypowiedzieć. Przez cały okres historii człowieka, dyskusję podejmowali kapłani różnej maści, zabierając głos w imieniu demona. Czyż to nie dziwne? Kapłani danego bóstwa, przemawiają w jego imieniu. Komu służą rozliczne kościoły, mówiące tak ponętnie o czynach diabła?
Logika tego myślenia LaVeya, jest niepodważalna i przekazywana prosto. Liczę się z tym, że Autor dysponował potężną wiedzą z zakresu historii religii, ale uprościł przekaz, wzbogacając go zrozumiałymi dla ogółu skojarzeniami. Z drugiej strony, opasłe tomy i pokrętne tomiska, nie służą żadnej wiedzy, stanowiąc jedynie wyraz abstrakcji.
Nie spotkałem się także z recenzją tego dzieła, która oddawałaby prawdziwość przekazu LaVeya. Interpretacja mądrej myśli wymaga wiedzy, a sami sataniści, często odrzucając judaizm, chrześcijaństwo, islam i inne religie, zastawiają na siebie pułapkę, przez co nie mogą właściwie odczytać przesłania.
Czytanie LaVeya wymaga wiedzy o człowieku, gdyż on sam wykazał to, że kodeksy moralne są nic niewartymi posągami, stanowiącymi wytwór ludzkich rąk, a każda epoka wynosi do władzy nowych ludzi, których głównym celem jest osiąganie materialnego sukcesu oraz zawłaszczanie rzeczywistości. Od narodzin, aż po grób, człowiek kocha wygodę, jeżeli może przy tym manipulować masami, używa do tego religii, grzebiąc dawne prawa i źródła, do których LaVey próbował nawiązać.

Tak właśnie!
Człowiek dysponuje mocą. Jest szybki, silny i zdecydowanie zdolny do większych działań, niż się powszechnie uważa. Posłużmy się przykładem.

Ludzie tworzą muzykę.

Co czynią? Szukają wyjątkowego brzmienia i próbują wprowadzić wibracje?
– Nie!
Idą w kierunku wizualnego wywołania zachwytu, wprowadzają rytm, uchodzący za powszechnie przyswajalny, no i tak powstają szlagiery.
Czy to najlepsze, z tego co się tworzy?

– Rzecz jasna, że nie. Muzyczne treści mają przyciągać odbiorcę i zapewnić sprzedaż, a nie stanowić o jakości i wysublimowanej erudycji twórców.  

Ludzkość nie bierze najlepszego, bo za tym postępowałby rozwój i zmiana, a ten świat obawia się zmian i rozwoju. Program zabrania przyjmowania mądrości. Wszyscy wybitni ludzie, stali się sławni, dopiero po śmierci, kiedy dokonano ocenzurowania ich dzieła.  
Ludzkość woli spokój, trwanie i sen. A to, co zakłóca sen, musi zostać odrzucone i staje się domeną nielicznych. Wielu wydaje się, że mają na coś wpływ, a to co wokół staje się przez nich kontrolowane. Nic bardziej mylnego, bo to zwykły pozór. LaVey mówi, aby zdecydowanie odrzucać pozory, wytworzone przez kłamstwo i obłudę. Przez całe dzieło nawołuje do powrotu, stwierdza że Stwórca istnieje, ale Jego pojmowanie jest ciężkie i każdy powinien spróbować sam Go odnaleźć. Powód, może nieco prozaiczny, ale jakże mądry – człowiek stworzył bogów, nie widząc w Stwórcy równoważącego czynnika natury, którego zabrakło na Ziemi. Osobiście podoba mi się twierdzenie dotyczące Ziemi, którą nazywa „kulką brudu, na której się znajdujemy”. To prowadzi mnie do wniosku, że właściwie zrozumiał układ zależności, analizując istnienie od strony wszechrzeczy. Gani śmierć, poniesioną w imię „woli Bożej” – która zadecydowała o mordzie ludzi, dzieci i zwierząt.

Zasadnicze pytanie: która księga mówi o tym, aby nie zabijać zwierząt?
Znacie? Pewnie nie. Ułatwię odpowiedź: Biblia w początkach Księgi Rodzaju, mniej więcej do rozdziału 6, zabrania tego rodzaju praktyk. W dalszych częściach, określa je „wolą Bożą”. Nie dziwi fakt, że LaVey starał się promować stare, niezbywalne prawo, które człowiek porzucił, a jednocześnie nie traktował religii poważnie. Z tymi, którzy łamią zasady, nie prowadzi się dyskusji.

Zadziwieni? Wczytajcie się w przekaz Antona Szandora LaVeya.

Sataniści (oczywiście ci światlejsi, a nie dzieci bawiące się symboliką), doszli do przekonania, że satanizm jest przeciwieństwem tego, co ogranicza człowieka, stąd postarali się ukazać świat takim, by możliwa była w nim samoistna zmiana. Porzucili dawne prawo, sięgające czasów, w których Ziemią rządzili potężni aniołowie.
LaVey oparł dzieło, którego kwintesencją są jego myśli, m.in. wyrażone w Biblii Szatana, na zasadzie kontrastowania rzeczywistości oraz zestawiania na jej dwubiegunowych płaszczyznach. Pierwsza zasada służy dogmatowi i ceremonii, druga rozumowi. Człowiek widzący, dostrzega prawdziwość przekazu, szukając w nim prawdy. Głupiec znajdzie świeczkę, sztylet i rogi, aby obnażyć się w kolejnym posłaniu ludzkości: wierze.
Mądrość oprze się na poznaniu prawdziwego człowieka, silnego, pozbawionego swej mocy, przebywającego na marnej planecie, z dala od właściwego domu. Wiara to słabość przyjmowania zbyt wielu hipotez. To pokazuje, jak marny i zależny od wyzwolenia jest człowiek, co z kolei nie jest do zaakceptowania dla systemów religijnych, stwarzających obietnicę wielkości. Zwróćcie uwagę na to, kto ma być wielki. Takimi, stają się ludzie lepiej urodzeni, królowie oraz władcy ziemscy. Religia dyktuje całemu rodzajowi, kto ma być wyżej, a kto służyć.
I co z tego, że odebrano ludziom mądrość i wolną wolę. Istotą staje się to, że wywyższyły się określone grupy, hamując rozwój ogółowi.
Obudzić się, poprzez durny dogmat, to rzadkość. Przejrzeć na oczy, czyniąc właściwy rytuał, to ujrzeć realny obraz siebie. W końcu jesteśmy bogami – to powiedział LaVey.

Łodyga Przeciwieństw
Spróbujmy sobie przetłumaczyć znaczenie Biblii SzatanaŁodyga Przeciwieństw.

– Czyż w tej nazwie jest coś złego?
– Czy zanegowano Stwórcę?
– Nie!  

Ukazano inny rodzaj drogi. Człowiek otrzymał nowy impuls do zmiany. Może przyjąć nowe rozwiązania lub trwać w obecnym. Każdy decyduje o sobie.
Na Sądzie będziemy wymowni, lecz teraz w czynach i słowach, bawimy się Ziemią, dając się zwieść mniejszości. Staliśmy się jak szarańcza, która wyrusza na żer ciała, zapominając o karmie ducha. Sterują nami niszczyciele dawnego świata. Upaśli człowieka złem, by upadł w chwili próby.
Chcemy pomiatania, życia w fałszu, beznamiętnym oszukiwaniu siebie i najbliższych. Usiądźmy i pomyślmy. Dojrzyjmy, ile fałszu i bezprawia zgromadziło się wokół. To niszczy.

Prawo, wyznacza powody
Człowiek nie zabija bez powodu i nie kaleczy. Nie sądzi i nie każe innym cierpieć. Ziemia należy się wszystkim. To powiedział LaVey. Czy był przez to
LaVey wskazał zagrożenia oraz uznał, co ogranicza człowieka. Głosił to, co obecnie większość mądrych serwisów na YouTube, a mianowicie wolność jednostki i jej nieskrępowanie tym, co się jej powszechnie narzuca. Z tym wyjątkiem, że on wiedział, o czym mówi.
Ocena powierzchowna danego faktu jest zgubna i prowadzi do stwierdzeń, które działają uwsteczniająco. Wymowa LaVeya jest zupełnie czymś przeciwnym: zło – czyli człowiek, ma postać najbardziej szczerą z możliwych, najpiękniejszą i niespodziewaną. Imaginacja, iluzja i sztuczność zniszczyły wewnętrzną moc człowieczego ducha. Uśpili potęgę!
Prawdziwe zło, którym określamy LaVeya ma dla wielu postać pentagramu, symboli hebrajskiego alfabetu, kółek, czerni i kielichów. Zło, które się nazywa złem; złem nie jest. To próba ukazania ludziom drogi, wskazanie celu, w ukrytym nonsensie tego, co przyjmują.

Kto jest szatanem?
Nie można absorbować wszystkich leków, bez postępowania kolejnych faz choroby. Podobnie rzecz ma się z prawdą i poznaniem. Człowiek musi odbierać na odpowiednich falach. Współczesny niewolnik systemu, służalczy i wymalowany, któremu wydaje się, że jest wielki, nazywa złem szatana.

– Cóż?

Szatan to przeciwnik. Ludzie dawniej byli przeciwnikami niesprawiedliwości. Ten szatan, to pojęcie ogólne odnoszące się do tych, którzy nie zgodzili się na łamanie praw, krzywdy i cierpienie – lista jest długa.

– Zatem, kto jest szatanem?  

Zadajcie sobie to pytanie i posłuchajcie własnych myśli. Zaprogramowano nas, abyśmy bali się myśleć.
Nazwę już to po imieniu: szatan to myślenie. Istota programowania polegała na stworzeniu pojęcia, które w XVI wieku zamieniono na byt osobowy. Pierwszych testów podjęto się w zamierzchłej przeszłości, około II w. n.e., kiedy stało się pewne, że wrota nie działają lub zostały trwale zamknięte.
Wracamy do Księgi Razjela, którą dano ludziom. To raczej Księga Życia (powierzchownie wspomniana w Apokalipsie), ale ludzkości wersja z Razjelem jest bliższa.
Mnie interesuje mądrość, głupców zwalniam z rozważań. Wątpiącym polecam biblijną Księgę Przysłów.

Zapowiedź
LaVey uważał, że liczbą szatana jest dziewiątka. Wiek Ognia wyznaczył utworzenie Kościoła Szatana.
W 1984 roku noworodek uczy się chodzić, stawia swoje pierwsze kroki. Do 2002 roku będzie dojrzały. W końcu ma zapanować.


Kogo przewidział i po co to zrobił? 

Z autorem o książce: aniołowie to moi bracia, nie mogę ich porzucić i przemilczeć

W Pierwszej wojnie w niebie: Dziedzictwo, opisano dzieje kel el (aniołów), czyniąc to, zapewne w inny, niż dotychczas sposób.
Twórczość Uziela Mory wyraża w pełni jego aspiracje i dążenia, odzwierciedlając to, że nieustannie poszukuje środków wyrazu, prezentując własne poglądy i przekonania, dotyczące aniołów oraz koncepcji wojny w Niebie oraz zaistniałych tam konfliktów. 
Zabiegi te wzbogacają naszą kulturę, pozwalają odkrywać nowe, dotychczas niepoznane obszary.

Z autorem o książce: aniołowie to moi bracia, nie mogę ich porzucić i przemilczeć


Skąd taki pomysł na tytuł?

Tytuł książki Pierwsza wojna w niebie: Dziedzictwo powstał kilka lat temu, bo pierwotnie to miała być jedna książka o tytule Przemilczeć Armagedon. Niestety tak się nie stało i Przemilczeć Armagedon jest głównym tytułem całej serii, które powoli powstaje. Planowo ma liczyć trzy części, czy jak zapisałem w podtytule, trzy księgi. 
Armagedon to koniec. Jest on przemilczany, bo nikt się poważnie tym nie przejmuje. A podtytuł związany jest z wydarzeniami, które wpłynęły na to, że w kwestii końca świata panuje błoga cisza. 
Czekamy na Dzień Sądu, ale nie czynimy nic dla zmiany oraz budowania lepszego jutra. Liczy się odpowiedzialność oraz to, co mamy do zaoferowania wobec siebie i innych. Recepta nie istnieje, a koniec świata… Cóż?! Oczekiwanie na zagładę nie należy do najprzyjemniejszych zadań.
Od wieków, tu na Ziemi, uparcie reklamuje się koniec świata, wykorzystując to, jako straszak do zachowania władzy i dominacji – religii, ludzi i systemów. Ludzie muszą otrzymywać jakąś obietnicę, to jest stały proces, muszą też mieć nadzieję i wierzyć, że ten, często podły los, który mają żyjąc tu, mogą zmienić na lepszy, tuż po śmierci i sprawiedliwym osądzeniu w dniu końca świata.
Człowiek doznając krzywd na Ziemi, musi wierzyć że w Niebie jest Ktoś, kto go przytuli i wynagrodzi mu nędzę. Zastanawiam się, czemu tym samym podejściem nie wykazują się osoby, które wykorzystują ludzi do takiej zwodniczej wiary. Jest to jednak już inna, nieco frustrująca kwestia.  
W książce, ten armagedon (krwawa, wyniszczająca wojna) stanowi kanwę ważnej historii.
W całej mojej powieści, spotykamy się z aniołami, poznając historię człowieka – jego wzlotów i upadków – która stanowi cień historii aniołów. Inaczej: ludzkość została opisana, jakby z drugiej strony. I to chyba jest ciekawe. Jeżeli możemy coś poznać z drugiej strony, to zaczynamy powoli zdawać sobie sprawę, że nie jesteśmy jedynymi, którzy otrzymali wieczne błogosławieństwo do życia i egzystencji. Zaczynamy coś myśleć i to „coś” nas buduje. Grunt, aby wzmacniać więzi oraz upowszechniać relację, a nie niszczyć i burzyć. Życie to podstawa do trosk i zrozumienia.

A czemu tematyka anielska, a nie jakaś powieść fantastyczna o elfach?

Dobre pytanie. Równie mógłbym pisać o krwiożerczej społeczności mrówek, atakujących mszyce. Jednak, to nie do końca chyba byłby mój klimat. Aniołowie to pasja i życie, związana z problemem egzystencji ludzkiej i sprawą naszej przyszłości. To także poszukiwanie prawdy o sprawach ważnych, bez których poznanie świata jest niemożliwe. Piszę o tym, co kocham. Aniołowie to moi bracia, nie mogę ich porzucić i przemilczeć. Książkę stworzyłem, aby sprawić, że ludzie znów nabiorą pewności w tym, że Stwórca istnieje. 
Stwórcy jestem winny to, aby mnie mógł zrozumieć oraz poznać. Bez niego, stałbym się beznadziejny i śmieszny. Łączy nas więź. Jestem ogniwem, stworzonym z jego materii. Zatem, pozostaje mi wyłącznie służyć Jemu i sobie oraz światu. Połączenie i normalność, znajdą w końcu uzasadnienie dla obecności oraz istnienia na tym świecie – nie tylko takich jak ja, ale też i takich jak pozostali.
Dziś nie jesteśmy gotowi na współpracę oraz wspólne działanie. Za wcześnie na to, ale za kilka lat, damy radę – w co wierzę.
Wyobraźmy sobie sytuację, znaleźliśmy się w niej niezależnie, w której ludzie wiedza, że jest Pan – tu wyjaśnię, że słowa Bóg nie znoszę! Co się wówczas dzieje? Zmieniają się nie do poznania, wartości zaczynają żyć, a bieda, wyzysk i kłamstwo odchodzą. Śmierć nie gości tak często, w takim świecie zapanuje szacunek do wszelkiego istnienia. I nie potrzeba w tym Chrystusa, obietnicy ani innych świętości. Wystarczy przekonanie człowieka, że może być dobry. Staje się on normalny, nie jest już przechodniem na drodze do raju, ale kimś, kto w pełni może żyć i cieszyć się z powszechnych dóbr. Taki obraz człowieka ukazałem w książce. Ten człowiek ma szansę na rzeczywiste zaistnienie.
Aniołowie nie wybierają i nie różnicują. Dla tych istot liczy się prawo, zasady oraz dążność do realizowania się w grupie. Oczywiście, mają też cele i nie są ślepo wpatrzeni w obraz swego Stwórcy. Po prostu, żyją i rozwijają się, ale w odróżnieniu od ludzi, nie dążą do takiego zachwiania równowagi. Rozumiem też naturalną dążność człowieka, w otrzymaniu innego świata. To jest prawo ludzi i nie należy im tego odbierać. Zasłużyli na coś lepszego, ale nie mogą nie zapłacić za to, czego dokonali przez ostatnie tysiąclecia. Ciężko jest wyjaśnić system postrzegania aniołów – jest on niezwykle inny od tego, czym dysponuje człowiek.
Największym wyzwaniem jest to, aby zrozumieli siebie i potrafili ze sobą obcować. Nawet, jeśli Niebo (Erem) – tak to nazwijmy, choć z nazwą się nie zgadzam, nie przyjdzie po człowieka, to poprawa odniesie dobry skutek w stosunku do ludzi i świata przyrody. Zmieni się na tej planecie. Na szacunek dla życia nigdy nie jest za późno. Warunkiem zasadniczym pozostaje czysta chęć.   
Cielesność mnie nie interesuje, jest nietrwała i szybko przemija. Wolę myśleć o tym, co mamy w sercu, głębi i w głowie. To mnie jakoś uskrzydla, mimo iż latać, nad czym niestety ubolewam, w pełni nie mogę. 

Kim jest Rachela z Kanaanu?  

W serii Przemilczeć Armagedon, Rachel jest jedną z głównych postaci. Trochę dominuje, gdyż jest miłością Uziela. Jej losy wiążą ją trwale z ostatnim Panem Zastępów. Poznaje go i początkowo się obawia. Ona, wręcz ucieka, krzyczy, walczy z nim, czyni tak na swój sposób. Ona mu się postawiła, to chyba było coś, ale jednocześnie była piękna. Nie wiem czy Uziel wziąłby sobie brzydką kobietę. To też trochę straszne, że patrzy pozorami. Może ona mu się podobała. Niezbadany jest świat, ale tylko anioł jest w stanie znaleźć w człowieku źródło jego problemu oraz dotrzeć do jego serca. Człowiek wymyśli plan zniszczenia, ale anioł – nawet narażając siebie na cierpienie – zrobi wszystko, aby ludzi odmienić. Zawsze podejmie walki, nawet będąc tu, na tym suchym padole, będzie walczył o człowieka do końca.  
Rachela miała styl i wyrażała siebie każdym gestem. Przyciągnęła Pana Eremu, stała się królową jego życia, nie mając korony, a jej skromne szaty, stanowiły najpiękniejsze okrycie. Uziel chwycił swego Stwórcę za gardło i rzucił nim o ziemskie podłoże. To był prawdziwy bunt. Gdyby zależało mu tylko na ciele – nie ryzykowałby walki ze Stwórcą. Zbyt wiele pięknych kobiet chodzi po ziemi. Rachela była wyjątkowa. Na tym polega dramat w tej książce. Przez to płacimy wszyscy. Po buncie Uziela, aniołowie wycofali się, a ich świat został zaatakowany. Stwórcę izolowano, a zastępy padły. Dziwne sprawy się wydarzyły, ale wojna nadal trwa.
On jej nadal szuka… Tym razem, walka będzie toczyła się na ziemi. Ona gdzieś tu jest, a kiedy ją odnajdzie, otworzy bramy i rozpocznie się wojna. Ludzie o tym wiedzą i blokują jego drogę. Czas pokaże, ale swoją drogą, historia dziwna.
Rachela dla miłości przestała być człowiekiem. Stała się taka, jak Uziel. No, w sumie, prawie taka sama. Miłość, która zapoczątkowała ich podróż, była wieczna. Nie mogli być razem i cierpieli, ale mimo tego, że każdemu z nich coś odebrano, oni nie ustąpili, walcząc o siebie do końca. 
Nie wspominałbym o tym, ale niestety to odbiło się na całej ludzkości i jego świecie. Stało się coś, czego człowiek nie przewidział. Jezus i jego posłannictwo, to była ostatnia siła, do której ten jego świat był zdolny. Uziel pomógł Nazarejczykowi przejść, a sam zamknął wrota. Wysłano go, aby zmienił ludzi i wdrożył „Plan B”.

Jak można przeobrazić się w anioła? Przecież to niemożliwe? 

Niemożliwe wydaje mi się latanie na miotle w Halloween, czy spotkanie wiedźmy w chatce na kurzej stopie. Osobiście wolałbym tę chatkę, bo kojarzy mi się z dzieciństwem i bajkami o takich właśnie chatkach czarownic, zlokalizowanych gdzieś w lesie, stojących na takiej kurzej łapie. Te chatki, one mogły się na tej łapie przemieszczać. I to było coś! 
Uziel przeobraził Rachel przez krew. Ten moment jest w książce opisany. Biblia zakazuje spożywania krwi. Wszelkie historie o wampirach wywodzą się ze starożytności, z czasów, kiedy potężni aniołowie pozwalali sobie dziesiątkować różne ludy. Krew to tchnienie, substytut duszy, spełniający jej ożywczą formę, ale niebędący nią. Krew to nośnik i siła, która powoduje, że przyjmując ją stajemy się w pewnym stopniu drugim człowiekiem. 
Królem wampirów był Set. Najpotężniejszy człowiek, który chodził po tej planecie. Prawdziwa tragedia, to był dzień jego narodzin. Adam, ten trzeci Adam ma się rzeczywiście czego wstydzić.
Przez krew przepływa tchnienie, którym zostały obdarzone wszystkie stworzenia Ziemi.  Dodam jeszcze raz, że tchnienie jest ożywcze. I to definiuje też Biblia, gdy o tym mówi. Wręcz dosłownie wyznacza, kto ma to ożywcze tchnienie.  Ludziom nie przeszkadza, gdy jedzą mięso i zabijają ożywcze tchnienie, stworzone przez swego Pana, ale gdy słyszą o tym, że ktoś chciałby napić się krwi, to już gorzej… zaczyna się szał! 
Nie namawiam nikogo do spożywania krwi. Uważam, że byłaby to przemoc i niestosowność. Dzisiejsze czasy nie są gotowe na pewne aluzje, a świat i tak się nadto zagalopował.
Śmierć, demagogia i pozory – to cechy tej Ziemi.
Nie mogę powiedzieć, że ludzie nie są do tego przystosowani. To byłoby kłamstwem. Stąd powiem, że są nieprzyzwyczajeni. I dobrze, bo żyje mi się bezpieczniej. 

Więc każdy może się przeobrazić?

To nie jest takie proste. Każdy z nas jest zatruty. Spożywając mięso, rośliny wyhodowane na nawozach od zwierząt i sztucznym GMO, wchłaniamy w siebie za dużo substancji, pochodzących ze ślepych tchnień – tzn. takich, które stanowią nadprodukcję tego świata – np. zwierzęta powstały z produkcji genetycznej, a ich rozwój tak się wyostrzył, że w tym nadmiarze zabrakło tchnień. I co wtedy? Wówczas w miejsce tchnienia planowanego, wnika zła dla człowieka energia z ziemi. Nic nie może istnieć bez zasobów, co tłumaczy fakt że wdrożony mechanizm, realizuje się doskonale.
Zbyt dużo energii z ziemi hamuje nasz rozwój i nie możemy otworzyć trzeciego oka.

Czym są energie z ziemi?

To siły Dagona i Aszery, dawnych bóstw czczonych, m.in. w Kanaanie. Prawdziwe piekło dla stworzeń, które ginąc na Ziemi mogą trafić do jej wnętrza, schodząc się z jądrem. Przykładowo dla aniołów jest to prawdziwa śmierć. A to, dlatego, że przebywają tam, znajdując się w nicości. Śmierć oznacza wyłączenie świadomości i ujście. 
Prawdziwa zagłada to unicestwienie, ale to nie jest takie proste. Światy się przenikają, a energie kopiują i odwzorowują. Nie znamy już dokładnych lokacji – weźmy system sieciowy połączony z Internetem. Dzisiejszy użytkownik ma wiele miejsc, w których znajdują się jego rzeczy i nigdy nie jest do końca pewny, która z nich jest pierwowzorem dla dalszych kopii. Powstają zbyt nagle – to samo dotyczy tego, co opisałem powyżej.

Ale to bez sensu? Przecież tam jest magma? 

To nie jest tylko płynna substancja. Patrzymy na to, dostrzegając jeden, zaszczuty w nas element. I myślimy, że lawa pali na popiół. Tak jest! Pali, ciała i inne substancje, które spalić może. 
Przypomnijmy sobie opis z Apokalipsy, w której, do jeziora z ognia i siarki zostaną wrzuceni: „szatan”, „Fałszywy Prorok”, „Śmierć”, „Otchłań”, „Smok” i „Bestia”. Oni tam mają nadal istnieć, no, bo przecież nikt ich nie unicestwi. Pojawia się pojęcie „Drugiej Śmierci”. Los, który ma być im dany – według ludzi, to podkreślam z całą stanowczością – to będzie kara na wieczność – bez możliwości zmiany. Czyli, coś musi tam „trzymać”.
Stan skupienia, w którym możemy przebywać zależy od tego, jak ustawi się nasza energia. Więc? Dla jednych istnień lawa jest zabójstwem, inne są w stanie w niej żyć. I jeszcze jedno: tu życie kojarzy się z układem pokarmowym, nerwowym, kostnym, krążenia, oddechowym, wydalniczym, itd. Każdy układ ma to do siebie, w polityce, życiu i seksie, że tworzy się z potrzeby, a nigdy odwrotnie. Życie należy zrównać z istnieniem – formą wyższą, aby zaakceptować fakt, o którym ludzie tyle mówią. Mianowicie każdy chce wejść do tzw. Nieba, a tam znajdzie aniołów.
Pamiętajmy, że nadal rozważamy istnienie duchowe.  Nie skupiajmy się tylko na tym, że nasze ciało ograniczają kości i krwista budowa. To powłoka, tak bliska nam i niedoskonała.
Człowiek, uczyniony na podobieństwo „istot” nie musiał być wcale od nich inny, ale na pewno był trochę zróżnicowany. Skąd wiemy, jak wygląda anioł? Pewności nie ma, a religijne wyobrażenia, mimo iż niekiedy ładne, to nadal bajki. Brak dowodów, a wyobraźnia ludzka jest niezmierzona.
Pomyślmy, jak moglibyśmy wyglądać w innym stanie skupienia? I czy w ogóle takie istnienie jest możliwe? Ale skoro wierzymy w wędrówkę dusz i inne takie, to bądźmy konsekwentni. 
Inny stan skupienia musi być możliwy. Wszystko jest możliwe, nie trzeba mieć mózgu, aby myśleć. On jest potrzebny, zasadniczo tak, aby czuć i odbierać bodźce. Inaczej też można. Postawmy na świadomość – celu, miejsca i bytu. No, bo, jak dusza astralna wie, co ma robić, skoro ciało pozostaje całe metry dalej? Po śmierci nie zabieramy ze sobą mózgu. Tak czy nie? On wykonuje pewne funkcje, ważne dla żywego ciała. Wiąże nas i stanowi ważne narzędzie w ewolucji. Przecież ludzie wierzą w dusze, a te mózgu nie posiadają. Rozważamy rzeczy i zjawiska niewidzialne, ale to nie ja to skomplikowałem. 
Ludzie powinni skupić się na ożywczym tchnieniu, jako źródle sprawczej życia, nie wnikać w sprawy niemożliwe oraz szanować to, co mają tu najlepsze. W tym liczy się konsekwencja. Nie chcę kolejny raz powtarzać, ale myślę, że się zrozumieliśmy. 

W jakim stanie trzeba się znajdować, aby odwiedzić Dagona?

To żart. Po co odwiedzać wieczne odmęty? Dawniej w niego wierzono, dość intensywnie. Jeśli ktoś chciałby ujrzeć szatana, to dobra droga. Dagon mógłby uchodzić za diabła. Wyobrażenia ziemskiego demona, doskonale do niego pasują. Zapewne Dagon jest w stanie dostarczyć wszelkich wrażeń. 
Wracając do pytania, to trzeba znaleźć się w takim stanie, który umożliwiłby np. zejście do wnętrza Ziemi. Wiem, że to brzmi nierealnie. Ale ilu z nas ma poczucie, że mogłoby wyjść z siebie i stanąć obok? Jest to możliwe? Choć odbiera się to dziwnie, pewnie może i by się dało. 
Czy wchodzimy do sąsiadki, podglądać ją, wykorzystując tę umiejętność czy do wnętrza Ziemi, czas i miejsce nie ma znaczenia. Człowiek opisując wędrówkę duszy poza ciałem, skupił się na drugim człowieku, opisując miejsca związane z kulturą i tradycją. 
Kwestia regulacji, diety i samokontroli. Człowiek został pozbawiony wielu ze swoich możliwości. To, czym jesteśmy jest słabe, a niekiedy zawodzi. 
Pamiętajmy, wykorzystujemy mały obszar możliwości naszego umysłu. Zbyt wiele nas ogranicza.

Czym są diademy?  

Apokalipsa mówi o diademach, jednak przypisuje im znamiona Bestii. To złe duchy, które opanowały ten świat, aby władać ludźmi i Eremem. Naznaczono je, jako przymioty szatana.
Ten całkowity nonsens ma sprawić, że diademy będą utożsamiane ze złem. Jeżeli człowiek posiadłby wiedzę z Księgi Życia, mógłby żyć wiecznie. Przypomnę, że według tradycji, Księgę stworzył Razjel i przekazał ją Adamowi. Później uznano te dzieło za Księgę Henocha, ale to jest wątpliwe, bo ta powstała w XII w n.e. 
Człowiek odradzałby się w nowym ciele, odzyskiwał dawną pamięć i trwał. Śmierć i nowe życie, reinkarnacja, to zejście z jednej drogi i początek nowej. Nazwałbym to przeobrażeniem, ale obecnie nie ma ono znaczenia, z uwagi na brak pamięci, następującej po poprzednim życiu. 
Dopóki wrota są zamknięte tchnienia ludzi będą krążyły po świecie. A tchnień tych jest wiele. 

Z autorem o książce: aniołowie to moi bracia, nie mogę ich porzucić i przemilczeć

Dlaczego dusze krążą?

Nie dusze, a tchnienia. Proszę się nie dziwić, to nie ja wymyśliłem, ale ja jestem konsekwentny w stosowaniu pojęć.
Spójrzmy na Biblię, są tam opisane dwa stworzenia człowieka. Pierwsze w ogólnym stworzeniu, odnoszącym się do systematyki siedmiu dni, gdzie mówi się, że człowiek został stworzony na obraz i jest „podobny nam” (Rdz 1) oraz drugie stworzenie z kolejnego rozdziału Księgi Rodzaju, w którym mowa o samym akcie: „ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą”. Czy tu jest mowa o jakieś duszy? 
W początku swego stworzenia, ludzie zamieszkali w Eremie, w mieście Aldae-ika. Opanowując wszystkie sztuki, w tym wojenną, poznali moc oręża i doszli do wniosku, że są w stanie rządzić bez udziału kel el i Stwórcy. Podnieśli bunt i rozpoczęła się wojna. 
Ja wiem, że wielu ma mechanizm obronny i na wieść, że człowiek mógłby walczyć z aniołem, dostaje gęsiej skórki, choć znany jest każdemu opis Jakuba-Izraela, który walczył z aniołem w Penuel, co opisano w Rdz 32, 35. Po przekroczeniu potoku Jabbok, zmagał się aż do wschodu jutrzenki. Opisana została walka fizyczna, w której człowiek nie może zostać pokonany, co następuje dopiero po wywichnięciu mu stawu biodrowego. W tekście musi chodzić o Stwórcę, gdyż tylko On mógł zmienić Jakubowi imię na Izrael i zawrzeć z nim przymierze na wieki. Poza tym, zaprzeczanie temu nie ma sensu, jak również na wskazywanie na walkę z aniołem, gdyż Rdz 32,31 jasno mówi: „Jakub dał temu miejscu nazwę Penuel, mówiąc: „Mimo, że widziałem Boga twarzą w twarz, jednak ocaliłem me życie”. Mimo tego potwierdzenia, ludzie nie dopuszczali myśli, że chodzi o walkę z Bogiem. Tak niskie poczucie realizmu zatraca w człowieku zdolność do oceny sytuacji, jednocześnie ośmieszając Stwórcę. Według mnie to pozostałość – jedyna, na kartach całej Biblii, po opisanej przeze mnie walce „ludzi z Aldae-ika”, ale nie tylko, bo za Seta też doszło do wojny. 
Na marginesie, Jakub był oszustem i cwaniakiem, co zostało mu opisane, jako zaszczyt. 
Księga Rodzaju w ogóle jest ciekawa, przez to, że zawiera wiele wątków, które szybko zostaną przerwane, a następnie dopisywane są do nich inne, pozbawiające ich znaczeń.
Przykład: początek Księgi zakazuje jedzenia mięsa, a dalej nakazane są krwawe ofiary. Występują też nieścisłości, według których jedni ludzie zniewolili innych, kupowano człowieka za pieniądze oraz dopuszczano się poligamii i związków kazirodczych. 
Tu istnieje jeden wniosek: albo Bóg ludzi jest psychopatą, albo nabazgrali według potrzeb, zmieniając celowo fakty. Albo... albo. Mi wydaje się, że ludzie pozostaną na zawsze już mistrzami w manipulacji. 
Beliar (zwany przez ludzi szatanem) obronił Stwórcę i zepchnął ludzi na Ziemię. Tu pozostawali pod ścisłym nadzorem. Ziemia jednak, jako miejsce miała swój pierwowzór w Eremie. Stała się Szeolem, dnem otchłani wszystkich stworzonych światów. Była końcem układanki życia, którą zapoczątkował Stwórca. 
Korzystając ze zdobytej wiedzy i długiego życia, które zapewniała krążąca w ich żyłach substancja, zwana szerwą, potrafili uzbroić się, tworząc Tron Ojca na Ziemi. 
Tron jest miejscem, które pozwala na kontrolowanie materii wszechświata. Technologia ta w ich rękach zapoczątkowała kolejny atak. Po raz pierwszy Stwórca przeklął ludzi i nakazał ich wyniszczenie. Pod wpływem Beliara, który wówczas ludzi kochał, wycofał ten zamysł i pozwolił na pozostawienie kilku. Zaczął się okres pierwszej Ziemi. Tak to, osławiony i powszechnie przeklęty szatan, ocalił ten paskudny gatunek. 
Tchnienia krążą, ponieważ ludzie mają się zmienić. Tylko poprzez realną poprawę dadzą gwarancję, że z ich strony nie grozi nic, dla tych, którzy są wieczni. Do tego czasu pozostaną w obiegu, odradzając się za pomocą ożywczego tchnienia. Nie można podarować wieczności komuś, kto może zagrozić, zyskując siłę i niezmierzony czas. 
Zaprotestowałem przeciwko terminowi dusza, bo gdyby człowiek ją posiadał, miałby całość. Mężczyzna i kobieta – to efekt funkcjonowania tchnienia. Istniejąc poza swoją całością, człowiek dąży do złączenia się w pary i zbudowania nowych ciał. Tchnienie, to jakby pół duszy, pozbawione zdolności do panowania nad materią, czasem i przestrzenią. Ograniczeń jest znaczenie więcej, ale dzięki nim ludzie nie robią jeszcze większych świństw i w miarę ograniczeni, zajmując się sobą, mogąc swobodnie dążyć do poprawy. To, że pogarszają się, jak dla mnie, oznacza zupełnie dziwną historię. No, ale tchnienia nadal krążą…

Jak przedstawiłeś pierwszą Ziemię, i co się wtedy zdarzyło?

Ludzie pierwszej Ziemi doszli do takiej technologii, że opanowali wszystkie planety w układzie słonecznym. Zaczęli tworzyć genetycznie innych ludzi. Nie stanowiło to początkowo problemu, jednak, kiedy nienaturalnie stworzone organizmy  zaczęły się rozmnażać między sobą, tworzone były okropne stworzenia, nieposiadające tchnień. 
Ślepe i oparte na instynktach pożądały krwi. Pragnienie to było spowodowane potrzebą ciała do posiadania duszy. Brak krwi oznaczał dla tych stworzeń potężny ból. Ludzkości udało się to opanować i zgładzić stworzenia.  Ziemia została jednak zniszczona, a ludzkie ciało i rozum ucierpiały najbardziej, odtąd nie stanowiły wartości. 
Beliar na rozkaz Pana zniszczył ludzi i wszelkie ślady ich istnienia, tu na Ziemi i innych planetach. Wypaloną Ziemię, postrzępioną od erupcji, okraszoną lodem obsadzono roślinami i zasiedlono zwierzętami, które sprowadzono z Eremu. 

Warto powiedzieć, że ograniczenia polegały na stopniowym ograniczaniu możliwości ludzkiego umysłu. To, że ludzie dziś nie wykorzystują nawet 5% potencjału, to zasługa tych zamierzonych działań. 

Jeśli chcesz przeszukać nasze zasoby w sieci

Popular Posts