Latest Posts

Polecamy

Łodyga przeciwieństw – Kto jest szatanem?

Zasada Biasa: większość ludzi jest zła Diogenes Laercjusz 1, 87 – 88 Anton Szandor LaVey, napisał nieszkodliwą w wymowie książkę, z...

poniedziałek, 30 lipca 2018

All this happened a long time ago

Time: 50,000 years BC
Place: Mount Zion.

[...] All this happened a long time ago.
War has changed us beyond recognition, grinding anew, each of the shores of eternal matter. Again we’ve obtained a picture of ourselves, remaining closed to hope, radiance and words.
Nothing dictated the words anymore, no one conditioned the deeds - there was emptiness. Emptiness can be lonely, fill and be troubled, providing appearances, recognizing our influence on the world. When it comes, we stand alone, setting ourselves in front of a dark endlessness, and there’re no windows and doors inside us, for there’s no shortage of nonsense and whispers. At all costs, we want to get away without knowing where we are going, we are tired of everyday life.
Reading these words, remember that I give you the story of kel el, whom you call angels. The essence of their existence has become the Law.
In the past, we held the world, keeping up with six others ... the time has come when we fell. There was no liberation in it, but an overwhelming emptiness.
You're right. You heard the "fall." I said the word, but this isn’t the point: you don’t know what the reason for it was because you were wrongly taught about our pride. Do not listen to your sages, they are dust, and the dust is not directed by reason. They wonder, staring at the shadow of a man.
The end came with vengeance, made of love, so strong and strong that no rock or material would be able to stop it. I replace words and learn first, swell and grow, and then fall, wanting to ascend, to what I was and I wanted to be able to see the march of my brothers once again, tight together in form, with my hands and feet gone.
I brought death to those who loved, to my brother and wife and tore my heart alive. In the shadow of existence, I became a dead body.
I’m the last commander of kel el, a monster existing eternally. At the sound of my name, the Urgalian team closing their breath of the life.


Tore up his wings - war in heaven began


I am Alpha and Omega, Beginning and the End, the servant of the Creator and the Lord of this world. The Last Ancient, who closed the gates of the Earth and descended here, doing the doom of perfection, in the name of life, love, and fidelity to the law.
Greedy people, they started the rule of unrighteousness.

My name is the Beast, which none of your imaginations, tearful from Earth's tears, is able to cross the border of my emptiness and see the ceiling of my evil. I will make you a mark, and when I come, you will not breathe. I will come under your house and you won’t hear me. You ‘ll be silent when I find myself in your arms. Set in motion, you will help me. Invisible will happen, and the visible will disappear. Everything is wasted in the human body, the heart is not gained. Spirit dormant in the depths, empty fields. You will measure the dew depth by holding your thumb to your ear. I will appear when you call me out of the name and kind and the number of my name, and you will see in the misery a glow which, extinguished, has fallen to the world for rebirth.
I eat blood, for centuries I’ve been eternally breathing life, drawing from all possible worlds.
The unreachable became sensitive - slowly paralyzed, devastating.

It was me, the first to face the Creator.
It was me, I carried Earth's death.
It was me, I carried the death of Erem.
It's me, I destroyed Urel,
putting in death hundreds of thousands of men.


The end of our existence determines the beginning or the end, and you, dear exiles from Aldae-ika, will bring relief to existence.



First War in Heaven: Heritage
by Uziel Mora

czwartek, 12 lipca 2018

Wojna aniołów, która zmieniła nas nie do poznania

Czas: 50 000 lat p.n.e. Miejsce: Góra Syjon.

[…] Wszystko to wydarzyło się dawno.
            Wojna, zmieniła nas nie do poznania, szlifując na nowo, każ­dy z brzegów wiecznej materii. Ponownie uzyskaliśmy obraz siebie, pozostając zamkniętymi wobec nadziei, blasku i słowa. Nic już nie dyktowało wyrazów, nikt nie warunkował czynów – nastała pustka. Pustka potrafi być samotna, wypełniać i trwożyć, zapewniając pozory, przy uznaniu naszego wpływu na świat. Gdy nadchodzi, stajemy sami, ustawiając się przed obliczem ciemnego bezkresu, a w naszym wnętrzu nie ma okien i drzwi, za to, nie brakuje nonsensu i podszeptów. Za wszelką cenę, chcemy uciec, nie wiedząc dokąd, zmierzamy zmęczeni od codzienności.
            Czytający te słowa, zapamiętaj, że oddaję tobie historię kel el, których ty, nazwiesz aniołami. Istotą ich istnienia, stało się Prawo.
Dawniej, dzierżyliśmy świat, istniejąc na straży sześciu innych… nadszedł czas, w którym upadliśmy. Nie było w tym wyzwolenia, lecz wszechogarniająca pustka.
Nie mylisz się. Usłyszałeś „upadek”. Wypowiedziałem te sło­wo, ale nie w tym rzecz: nie wiesz jednak, jaki stał się ku temu powód, bo błędnie uczono o naszej pysze. Nie słuchaj swych mędr­ców, stanowią pył, a pyłem nie kieruje rozum. Błądzą, wpatrzeni w cień człowieka.
Koniec nadszedł wraz z zemstą, czynioną z miłości, tak silnej i mocnej, że żadna skała, ni tworzywo, nie byłyby w stanie jej powstrzymać. Zastępuję słowa i uczę się wprzód, nabrzmiewam i rosnę, a potem upadam, chcąc wznieść się, do tego czym byłem i chciałem móc raz jeszcze, ten jedyny i ostatni, zobaczyć marsz mych braci, zwartych ze sobą w szyku, nie chybionych rąk i stóp.
Jam przyniósł śmierć tym, co kochali, z brata i żony jego, wydzierając żywcem serca. W pomroku istnienia, stałem się trupem.     
Jestem ostatnim wodzem kel el, potworem istniejącym odwiecznie. Na dźwięk mego imienia, gasły siły urgalskiej watahy.
 Jam jest Alfa i Omega, Początek i Koniec, sługa Stwórcy i Pan tego świata[1]. Ostatni Pradawny[2], który zamknął bramy Ziemi i zstąpił tu, czyniąc zagładę doskonałości, w imieniu życia, miłości i wier­ności Prawu.
Ludzie wyrodni, rozpoczęli rządy nieprawe.
Na imię mi Bestia, której żadne z twoich wyobrażeń, rzęsista od łez Ziemio, nie jest w stanie przekroczyć granicy mej pustki i dostrzec pułapu mego zła. Uczynię ci znamię, a gdy przyjdę, nie odetchniesz. Podejdę pod twój dom, a ty mnie nie usłyszysz. Zamilkniesz, gdy odnajdę się w twych ramionach. Wprawiona w ruch, przyjdziesz mi z pomocą. Niewidzialne stanie się, a widzialne zniknie. W powłoce wszystko marne, serce nie zdobyte. Duch uśpiony w głębinie, pola puste. Głębokość rosy zmierzysz, trzymając kciuk przy uchu. Zjawię się, gdy mnie zawołasz z imienia i rodzaju oraz liczby mego imienia i ujrzysz w nędzy blask, który zgaszony, runął światu na odrodzenie.
Żywię się krwią, od wieków ładuję wieczność tchnieniem ży­cia, czerpiąc z wszelakich możliwych światów.
Nieosiągalne stało się wrażliwe – powoli porażało, nisz­cząc.

To ja, pierwszy zmierzyłem się ze Stwórcą.
To ja, niosłem śmierć Ziemi.
To ja, niosłem śmierć Eremu.
To ja, zniszczyłem Urel,
kładąc w śmierci, setki tysięcy mężów.

Kres naszego istnienia, wyznacza początek lub koniec i wam, drodzy wygnańcy z Aldae-ika[3], przyniesie ulgę w istnieniu.  





[1] Odwołanie do Księgi Apokalipsy. „Alfa i Omega” jako imię Pana, występuje w Ap 1,08 oraz Ap 21,06 – „Alfa i Omega, Początek i Koniec”. Do tej tytulatury, dochodzi w Ap 22,13 tytuł „Pierwszy i Ostatni”. W książce: w odniesieniu do Uziela.
[2] Tytuł Uziela.
[3] Dosł. „wygnańcy z Aldae-ika” oznacza „ludzi”. Pojęcie powstałe, za sprawą nazwy miasta ludzi, znajdującego się w Eremie, z którego zostali wygnani na Ziemię. Wygnanie nastąpiło, po nieudanym buncie, przeprowadzonym w Eremie. 



Wojna aniołów, która zmieniła nas nie do poznania
Wojna aniołów, która zmieniła nas nie do poznania


















Fragment z pierwszego rozdziału "Proroctwo trzech" z książki Pierwsza wojna w niebie: Dziedzictwo. 

Tekst rozpoczyna opowieść, poświęconą aniołom. 

czwartek, 28 czerwca 2018

First War in Heaven - author's warning


        Wierzysz lub nie, Księga ta otwiera całkiem inny rozdział, również twojego życia. Nie wierzysz religiom? Nie musisz – religia to zło – wymyślone przez człowieka, na potrzeby sprawowania władzy nad światem. Użyjmy słowa, którego się dotychczas baliśmy, w odniesieniu do formy – „niepodzielnej władzy”, umożliwiającej panowanie.
Owa władza jest „niepodzielna” i roztoczona nad tchnieniem ludzi, przygotowanych do wchłonięcia w materii. Pogrąży byt ludzki i człowiek przeminie.
Zapomniane dziedzictwo, o którym nikt pewnie nie słyszał i zapewne nigdy nie usłyszy, może nie być niczym wielce ciekawym, ale czy nie warto podjąć wreszcie ryzyka, w poznaniu odrobiny prawdy?  Zachęcamy do lektury, czegoś osobliwego, skrojonego na miarę świadectwa człowieka.
Za zasłoną tysiącleci, gdzieś w nieznanym nikomu miejscu, ostatni pradawny, który przedstawia historię gatunku, upadłego i przegranego, wypowiedział kilka słów: „bez odbioru”. Ponagliło go Słowo i Prawo.
Czy zgodzisz się człowieku, wejść do wnętrza tego świata? Brama jest bliżej niż myślisz, a cel realniejszy niż zakładałeś. Umiera bez winy, zapomniane i obolałe szaleństwo.  
Wkraczacie do świata, który nie chciał być naruszony i nie pozostaniecie w nim na długo. Może kiedyś, znajdziecie przepis na coś więcej niż tylko lekturę? Osobliwe przyjęcie nieprawdopodobnego, stanowi początek poznania.
Niezwykła książka, którą zdarzało wam się nieraz przeczytać, pewnie podpowiadała rozwiązanie? Moja książka jest zwyczajna, całkiem jak ja jestem. Zastanawiam się ostatnio, czy rzeczywiście możliwe jest przedstawienie prawdy? Staram się, ale pamięć zawodzi słowa. Czasem nie idzie tak, jakbyśmy tego chcieli. Takim jak ja, nie idzie od tysiącleci. Mylimy się i potykamy, lecz nigdy nie przestajemy wierzyć w zwycięstwo.
Oddaję wam Księgę: nic więcej – żadnej obietnicy – żadnego wyjaśnienia. Jedynie fakty, bo wy znacie swoje prawdy i macie swoje mądrości. Mierzycie się z istnieniem, a ja z życiem. Własnym przeznaczeniem targacie, manipulując wciąż wadliwą naturą, jakby została uformowana z piasku – przynajmniej na tym, oparliście własną wiarę w stworzenie.
Może i macie racje. Śmierć i życie; to jedno i to samo. Granica bywa zmącona iluzją, w której niepamięć i brak rozeznania, zacierają właściwy odbiór wszechrzeczy. Łakniecie wiedzy, bez klucza, nie uzyskacie niczego.   
Nie zdobędziesz mądrości, dopóki nie przekroczysz sam siebie i nie zawrócisz, a gdy już tego dokonasz: nie spojrzysz i nie uznasz, a kiedy i to zrobisz, staniesz się mną i zobaczysz, jak wzrok twój osłabnie, a duch cię wypełni. Zewsząd zjednuje wrażenia, których nie na sposób ująć.
W jednym będziecie jednością i w ciele zrozumiesz, że duch przez was nie przemawia, a tylko słyszysz jego zwodnicze tchnienie, zbudzone i zmęczone, zatroskane o własny los człowieka, który pamięta z wnętrzności o tym, iż istniał i odradzał się w cyklu, ponawiając przez tysiąclecia. On i jemu podobni, tworzą się i wyją, zagubieni w kordonie niezapomnianych zdarzeń oraz przeróżnych faktów.



First War in Heaven - author's warning




Każdy na Ziemi ma miejsce i wykonuje czyn stworzenia. Zapisano wam dziedzictwo i udział w wielkości stał się faktem. Zawiedliśmy tak mocno, że nie sposób tego opisać, ale wiem, że wy samotni i porzuceni, rozumiecie sekret tego istnienia. Zdajecie sobie sprawę z wielkości, inaczej nie byłoby tu was. Odetchnąłem, gdy mogłem umrzeć. Nowa perspektywa, mnie wypełnia.
Dzieje są po to, aby je spisywać. Czasy istnieją po to, aby o nich rozmyślać. Zapisujemy historie, aby móc o nich opowiadać. Nie znacie dnia ani godziny, bowiem nie nadejdzie dzień ani godzina. Zostało zapomniane, przeznaczenie i czasy zmieniły się, a potem znaleźli się zdrajcy, którzy wypełnili słowa żywym proroctwem i nie nazwali nazwanych i nie umknęły im w łowach ofiary.
Ukłoń się przed sobą człowieku i nie przemęczaj się, wiedząc że czas nie nadejdzie. Prawda wydostała się z okowów, przez stronę Słońca przemówiła, a Księżyc pobladł, nie mówiąc niczego.
Nie troskajcie się, ja jestem spokojny i opanowany. Nie czas na chwilę wieczności. Moja mądrość jest nietrwała i wkrótce bezpowrotnie przepadnie. Energii zostało mi niewiele. W pierwocinie zaczerpnę, zmuszony do obrony Prawa. Jedna krwi nie spożyję.
Staramy się zrozumieć materię, bez której istnienie, nie miałoby sensu. Nie ma nas, nie ma was; prosty rachunek. Czyż nie wyrażam mnogości, w tak małym wyrazie? Nadto, subtelne słowa, ale na miejscu i pożądane.
Głupiec, przywodzi was o słowo. Mędrcy z Ziemi, plugawe plemię – przemówiłem.
 Jestem zdumiony tym, że piękno czasów i znaczeń, ma w sobie ponownie „coś”. Wypełniono je „czymś”, bez czego nie będziemy w stanie zrozumieć rzeczywistości i odgadnąć się wzajemnie. Przetwórzmy i nauczmy się wiele...
Rozpocznijmy nadrabiać ten czas, który straciliśmy. Zyskujemy dzięki sobie. Stworzenie z Aldae-ika, chcesz poznać prawdę?

… Tak myślałem, bowiem ja też jej pragnę.  

Nie spisał tego – żaden demon ni diabeł – tylko istota, niemająca nigdy wiary. Kroczyła w pewności – widząc to, co było, stanie się i jest – w dziele obecnych, dawnych i przyzywanych.
Na koniec, ostatnie ze słów, bo gdy przemierzysz tę treść, nie będzie odwrotu. Porzucisz wyobrażenia swoich bogów oraz zapomnisz, nie wymawiając imienia złego, lecz w człowieku znajdziesz liczbę i rodzaj, oddany bestii i zarazie.
Gdybym był tobą – wolałbym, zachować wolność przez sekundę, a potem umrzeć, niż miałbym żyć wieczność, spełniając się jako niewolnik.

Miejsce, w którym Gog i Magog, przemówili.

Kwiecień 2017 rok

Autorskie zakończenie do Pierwszej wojny w niebie

Każdy autor, pisze posłowie do własnego dzieła, umieszczając na końcu książki, aby nie zdradzić Czytelnikowi zbyt wiele, z jego osobliwej historii. Stwierdzenie tego na początku, sprawiłoby wtedy, że dalsze czytanie książki byłoby utrudnione. Z posłowiem zapoznać się należy, mając wiedzę o treści, aby wydobyć z ostatnich tez autora, właściwy zamiar twórczy jego dzieła. Używam słowa „dzieło”, w odniesieniu do tego, co stworzyłem, bo tak zwykło się określać książki. Jeśli rzemieślnik wykona stół, to też jest jego dzieło. Czy tym jest właściwie ta książka? Oceńcie sami, czytając tę lekturę. Postaraliśmy się, aby cieszyła nie tylko zmysły, ale również nie męczyła, zbyt licznymi błędami. Trwało to dość długo. Jednak, każda rzecz dobra, powstaje w dość dużym okresie czasu.  
No… chyba że ktoś z Was rozpoczął czytanie właśnie z tego miejsca. Wówczas, i tak nie miałbym sposobu na to, jak to zmienić, nawet prosząc o to. Książka jest tak wykonana, że gdziekolwiek byście jej nie otworzyli, ma sens zapoznawanie się z jej treścią. Nie zgubicie się w tym, jak również nie zgubiliście się nigdy w Biblii, czytając tamto dzieło z dowolnego miejsca. Oczywiście, nie porównuje tych dwóch ksiąg, ale zaznaczam fakty dotyczące pewnego sposobu konstruowania treści. Udało mi się uzyskać dobrą formę.
Istnieje grupa ludzi, która zaczytuje się w książkach, bez jakiejś szczególnej kolejności, wybierając sobie dowolne miejsca, w których rozpoczyna przygodę z daną pozycją. Czytają oni na wspak, niczym raki. I to, też szanuję. Tak, można tę lekturę tak czytać.
Upadłe anioły to temat, który przyciąga i porusza twórców od wieków. Niebo i jego tajemnice zostały zakryte przed człowiekiem. Jest to pewnik, znany nam wszystkim. Z tym, nie należy zbytnio dyskutować. Nie wiem, jak Wy, ale ja czuję się spełniony. Pozostaje niedosyt, ale losy Uziela opowiadane będą dalej, pojawiając się w kolejnych częściach sagi aniołów.
W kwestii „skrzydlatych istot”, możemy przypuszczać, że coś jest, ale pewności nie mamy. Nikt ich przecież nie widział, poza tymi, którzy doznali religijnych objawień. Na pytanie, co się dzieje, że Stwórca nie przychodzi, a anioł nam się nie objawia, szukamy odpowiedzi każdego dnia. Wierzymy jednak, że gdzieś są. Czasem słyszymy, że ktoś je widział. Jednak nic, nie jest w stanie na sto procent, tego potwierdzić. Do aniołów, zwracamy się w chwili troski, mając problemy i cierpiąc niedostatek. Zapominamy o nich, kiedy mija nasz ból.
Pewnik oczywisty nie istnieje. Gdyby tak było, że ludzkość ma pewność, co do istnienia Stwórcy i jego armii aniołów, świat zmieniłby się nie do poznania. Twierdzę tak, całkiem poważnie, uważając że w jednej chwili, jak za poruszeniem czarodziejskiej różdżki, człowiek szanowałby człowieka, nie byłoby wojen i nienawiści. Ludzie oszukują się wzajemnie, kłamią i deprawują we wszystkim. Czynią to wspólnie i wypracowali w tym zakresie wielowiekową tradycję. Stworzona hierarchia i system, niszczą Ziemię. Chciałem w serii Przemilczeć Armagedon ukazać całość zła i wskazać na procesy, które zapoczątkowały to, co mamy obecnie. Czy udało się mi to? Po przeczytaniu książki, poznaliście odpowiedź na to pytanie. Dziedzictwo, to nie tylko dzieje aniołów, ale również wskazanie powodów upadku człowieka.
We współczesnym świecie, religia została ośmieszona, a prawa głoszone w świętych księgach, zbagatelizowane. Dzieje się tak, głównie za sprawą uporczywej roli religii. Jest to incydent dla mnie, dotąd, nieodgadniony, w którym człowiek, szukając dowodów na poparcie własnej władzy i aspiracji, błędnie sprowadza wiarę, do roli „ciemnej strony mocy”. Zasadniczo, czerpie z tego, dopóki jest to możliwe.  
Religia sama w sobie, w formie znanej współcześnie, może odpychać osoby wrażliwe i myślące, takie które nie pozwolą sobą manipulować i znają dobrze fakty. Poznałem takich ludzi, nazwali siebie: duchami, aniołami, Nefilim, pośrednikami, demonami czy wampirami. Nieważne gdzie stoją, istotne że podejmują jeszcze próbę samodzielnego myślenia.
Nie mają swojego miejsca i żyją w poczuciu samotności, stanowiąc o naturze odrzuconej i wrażliwej, zbuntowanej wobec świata. Niezaprzeczalnie, to wyjątkowe istoty. W nich, roztoczyła się świadomość pustki i losu, zamkniętego w cyklu. Starają się przebudzić, idąc za głosem nazaretańskiej prawdy, która głoszona przez dwa tysiąclecia, poprawiła świadomość myślących, leniwym dała wytchnienie, podłym – złoto.
Wcale nie idzie o upadek czy długotrwały stan, w którym się znajdują, a o połączenie dwóch pierwiastków tchnienia, pełnego i półpełnego, w jeden szlachetny, nowy twór, stworzony na Ziemi.   
Ilu ich jest i jak łączyli się przez te dwa tysiąclecia? Ciężko to sobie wyobrazić. Proces trwa i inny pierwiastek tłoczy ludzki proch, sprowadzając naturę bliżej światła, wiodąc tych, którzy zechcą zrozumieć i żyć, pozbawiając się strachu i cierpiętnictwa, głoszonego przez religię.
Religia to teoria ludzi, niezwiązana z naturalnym rytmem Eremu. Opowiadania ludzi, zakłamujące czas i zdarzenia, nigdy nie wydarzyły się naprawdę, ale stały się za to inspiracją wzorców oraz ich źródłem, gdyż tego wymagał człowiek, poddany obcej woli i zarządowi wiary, pochodzącej od panujących mu kłamców.
Nie jest istotne to, czym kierujemy się, ale wiąże i wyzwala nas to, jacy rzeczywiście jesteśmy. Ludzie budzący się, stają się inni. Przekaz szedł powoli, niezauważalnie, przenikając każdą sferę życia.
Budzą się samotni, szóstego roku. Pełni obaw i bólu, przerażeni z niepojęcia substancji, którą mogą wykorzystać do przeistoczenia. To ich ciało doświadczyło tąpnięcia ziemi, czując jej niepokornego ducha. Szybko zapomnieli, porzucając siebie. Wrażliwość zamienili w oręż.  
Nieprzejednani i zdolni, bezgranicznie wyjątkowi, cierpią w okowach lęku i bólu, zamknięci w zniewolonych ciałach. Schodzi się w nas los, w którym ostrze zatapia się w tchnieniu, niewidocznie zdzierając jego delikatny pancerz, na co nic nie poradzi życie człowiecze. Wśród mędrców, niewielu jest przyzwoitych, a prawo jest proste, tylko niewygodne w powszechnym użyciu.
Cykl życia jest prosty i oczywisty. Nie ma w nim komplikacji, ani trudnych momentów. Wystarczy posłuchać samego siebie, w spokoju i skupieniu odnaleźć właściwą energię. Człowiek potrafi komplikować rzeczy, po to tylko, aby nad drugim człowiekiem dominować oraz wykorzystywać innych do własnych celów. Jest to nieprzyzwoite i niecne, ale jednocześnie ponure i głębokie – to takie ludzkie i zarazem podłe.
Czym bardziej gorliwi, tym gorsi, bo jedno jest tylko życie i należy je cenić. Chronić mądrość i ducha to zawracać, gdy zagrożone jest ciało.  
Tchnienie powraca, zatem dbajmy o życie. Zaznaczyłem to w kontekście kobiet, które walczą o prawo do godności, wolności i bezpiecznego porodu.   
Prawo zabrania wtrącać się w rodzinę. Szkoda, że religia szaleńców, która stała się próbą zobrazowania Stwórcy, w którego rzuca się najgorszym łajnem, przemawia usiłując wyznaczać drogę. Starzec, nie zasłużył, bo nigdy nie zabronił.  
Moi wyjątkowi przyjaciele żyją wśród nas, ale nie tylko… Bowiem, wielu miał potomków Nazarejczyk.  
Zaskoczeni będziecie, jeszcze nie raz, gdy przyjdzie Wam odkrywać prawdę. Uważacie się za widzących. Zdaliście sobie sprawę, z kim rozmawiacie? Pewnie myślicie, że to bratnie demony? Wmówili Wam, że pochodzą z pierwotnej energii i zarządzają wszechrzeczą, stanowiąc nową jakość do nowego istnienia. Arena życia, toczy ze sobą odwieczny bój. Nie stańcie zbyt pośrodku, bo zaboli. Zapewne tak jest, że chcielibyście stać się nowymi bogami. Owi mocarze, niegdyś doszczętnie wytępieni, mogę przenikać nieszczelną już Bramę, ale nie mogą jeszcze tu wejść. Brakuje im mocy Pana Zastępów, a ta nie przepływa przez żadną rurę i nie gromadzi się na powierzchni.
Pragną Waszych kobiet i krwi. Dopuszczajcie dalej upiory. Życie jest bezgraniczne. Dostarczacie drapieżnikom siły, aby mogły tu bytować. Uważacie, że pomogą Wam zgładzić przeciwników? Wyłącznie tych, których imiona krzyżują im przyszłe plany – tych zniszczą – umawiając się z innymi zdrajcami, takimi jak Wy, ale o innych imionach. Ładują się Wami i czekają, ale wiodą ich ograniczenia, dlatego jeszcze żyjecie. Nędzni ludzie, zdradziliście rasę dawnych władców wszechrzeczy. Najpotężniejsi aniołowie, skazali Beliara na zagładę, a gdy już go spotkają, wasz dawny diabeł padnie, snując się pod pręgierzem[1] bogów, niczym szmata pod nogą ciecia, czyszczącego posadzkę.
Widzieliśmy już upadki, które zdarzały się w historii ludzkości. Wasza rasa jest całkowicie za nie odpowiedzialna. Takie są koleje i prawa tego świata, który istnieje od zawsze, a przynajmniej, tak nam się po części wydaje. Nie znamy tylko granicy tego „zawsze”. Nikt z nas nie potrafi określić momentu początku i końca, nawet Stwórca. Manipulowanie czasem, przyniesie zagładę wszelkiemu życiu. Nie oznacza to jednak, że nie można całości cofnąć lub zatrzymać. Ważne jest to, żebyśmy zrozumieli konsekwencje. Nie ma nic za darmo i nie istnieje coś takiego jak potęga za darmo, czy wszechwładza bez ofiar.
Wiemy, że w świat i jego potęgi, ludzkość wierzyła od najdawniejszych czasów. Były to kolejno: siły natury, zwierzęta, ludzie, a następnie – istoty duchowe. Upadek, pokazywany był nam z pozycji człowieka, który doświadczał w nim lub opisywał swoje wizje i emocje. Trwanie wiązało pradawne moce, z życiem na Ziemi oraz tym, co miało nastąpić tuż po śmierci. Upadkom towarzyszyła obecność boskiego pierwiastka, związanego z sacrum. Co najważniejsze: w każdej bajce, legendzie czy plotce, skrywa się ziarno prawdy. Zasiejcie ziarno i zbierzcie plon.
 Zbierając samotne ziarna, staram się dotrzeć do tego, co egzystencjalne i ponadczasowe. Nie mówię, że w swojej powieści sięgnąłem prawdy, bo tę, każdy powinien odkryć na własną rękę. Znamy różne prawdy, moja nie jest wcale uniwersalna. Jest moja i takich jak ja, tyle wystarczy – nikt nie musi w to wierzyć. Czas, działa na niekorzyść człowieka. My, mamy mnóstwo czasu.
Pozwoliłem sobie wskazać drogę aniołów i przekazać inną perspektywę Ziemi, bez której nie byłbym tym, kim jestem. Opowiadam wydarzenia związane z aniołami, dzieląc się ich historią, bez oceniania, która ze stron ma rację czy jej nie ma. Chciałem zrozumieć przestrzeń, ale nie pozwolił mi ten ból, przepełniający świat na wskroś. Zbyt późno pojąłem jego źródło, ale z oczywistych względów nie dopuszczałem do siebie oznak własnej winy.
W świecie aniołów, zapanował odwieczny konflikt, związany z istnieniem człowieka. Nikt nie może pozostawać obojętny, wobec codzienności, ani ludzie ani aniołowie.
Wielu z tych, których losy opisałem, nie byli bierni czy wyłączeni. Trwali, stojąc na straży prawa i porządku. Istnieli, po dwóch stronach, toczącego się odwiecznie konfliktu. Żywa machina odwiecznej wojny, napędza zamachowe koła pól bitewnych, zbierając żniwo krwawe i obfite. Człowiek, mimo iż jest najbardziej morderczą istotą na Ziemi, nie dorównał swoim stwórcom w poziomie zniszczenia. Aniołom nie można zarzucić okrucieństwa. Nie znają oni takiego pojęcia, uznając śmierć za rodzaj przemiany, związanym z kolejnym doświadczeniem tchnienia. Zagłada nie oznacza końca, ale stwarza możliwość kolejnej odbudowy.
Nie jest tak jak twierdzili ludzie, nauczając że jednych wytraci się, a innych zachowa. To dobre dla dzieci i między bajki z tym. Tracąc jednych, zachwieje się równowagą drugich. Jedna ludzkość albo żadna. Apogeum zniszczenia nie zostało osiągnięte, mimo rozlicznych starań i doświadczeń.   
Ludzie starali się zrozumieć istnienie i je docenić, a aniołowie, poznać motywy i odgadnąć działania ludzi.
Los człowieka i Ziemi został zaplanowany już dawno.
Moim zamierzeniem było pokazanie tego, co wtedy ustalono. Życie weryfikuje nawet najlepiej wyreżyserowane zdarzenie, a każde życie umożliwia dokonywanie wielu zmian. Tak powstał współczesny świat, pełen trudności i przeciwieństw. Możemy wiele zmienić i na wszystko mamy wpływ. Rzecz w tym, co zechcemy z tym zrobić?
Pierwsza część serii: Dziedzictwo ukazuje moment przełomu, do czasów nadejścia Jeshuego.
W tym świecie, istnieją ludzie źli i zaborczy, wdani w różne konflikty natury osobistej i społecznej. Zrażone ambicje, interesy, nieodgadnione pragnienia – to wszystko ubarwia nasz codzienny świat. W głębi, nie tacy są źli. Tchnienia źle ukierunkowały się, a ich działania stanowią zabawę małych dzieci, które nieporadnie zabrały się do budowy zamku z piasku. Potęga człowieka jest nadal ujarzmiona. Nie wykorzystuje on pierwotnej mocy i jak długo to trwa, tak dalece będzie człowiek zabawką wszechświata.
Moi bohaterowie są zwyczajni, całkiem jak my. Nie bójmy się poznawać aniołów. To my jesteśmy aniołami – Ty i Ty także – zaufaj swojej anielskiej naturze. Wieczność nie boli, oby tylko pamiętać o jej trudach.
Zmęczeni trudem życia, bronią się ludzie przed oznakami istnienia, gubią i zwodzą samych siebie. W ten sposób, upodlono cały gatunek, odbierając człowiekowi nadzieję. Kto z Was stanął przy strapionych? Kto pochylił się na upadającym? Kto towarzyszył w śmierci? Znacie powody zabójcy? Wiecie, czemu ktoś zabił? Nikt nie jest z natury zły, są tacy, którzy nie dostrzegają już sensu – upadają sami przed sobą. Nie potrafią się zwrócić do nikogo, bo nie rozumieją samych siebie. Brak możliwości czerpania z tchnienia, to śmierć za życia. Uchwyćcie w człowieku dziecko – Nazarejczyk o tym mówił – wówczas pojmiecie. Anioł to wyczuwa, a gdy zechce, może pomóc. Jednak, świata nie da się naprawić zmieniając jednego człowieka. Cały system obfituje w nierokujące przypadki.
Aniołowie to nie kaci i nie są tak straszni, jak mogłoby się wydawać. Każdego dnia, zmagają się z przeciwieństwami, niezależnie od tego, czy służą Eremowi czy Ziemi. Ewoluują i zmienia się ich punkt widzenia. Zachodzi to w okresie niespełna 50 000 lat, w których przez szeroką retrospekcję, odniosłem się do początków człowieka, ale też do pierwocin samego stworzenia. Ukazują wojnę bogów, chciałem uzmysłowić Czytelnikowi, że nikt nie jest przysłowiowo „święty”, nawet Stwórca.
Armagedon, to wbrew pozorom nie jest koniec, który niczego w końcu nie rozwiązuje. Zagłada, sama w sobie jest nonsensem. Tworzenie dla gładzenia, nie znajduje w niczym racjonalnego uzasadnienia. Zagłada, to proces potrzebny do zainicjowania nowego porządku lub powrotu do wyznaczonych przez Prawo ram istnienia. Żadna z podejmowanych decyzji nie jest dobra. Ludzie otrzymali wolną wolę, dzięki czemu, mogą wziąć losy Ziemi we własne ręce. Przez to, mogą zadecydować, co się stanie z ich najbliższym otoczeniem i całą planetą, bo za wszystko są odpowiedzialni zbiorowo. Decydują już dziś i są w pełni odpowiedzialni za każdy dzień. Czerpiąc przyjemności z istnienia, nie mogą zrzucić wszelkiej odpowiedzialności na aniołów. Armii Eremu tu nie ma, a szkoda.
Oczywiście, jeżeli tylko tego zechcą… mogliby otworzyć Bramę.
Stwórca nie po to uczynił świat ludzi, aby go bezwzględnie zniszczyć. To jest nielogiczne i w powszechnym myśleniu ludzi, niestety dominuje taki stereotypowy pogląd.
Aniołowie w tej wspólnej historii trwania, byli dla ludzi czymś w rodzaju „cienia”. Istnieli, ale normalnymi metodami badawczymi nie można tego bezsprzecznie udowodnić, ani potwierdzić. Niewiele jest w stanie człowiek potwierdzić i zauważyć – na tym polega bycie „ograniczonym człowiekiem”. Zmiana relacji, pozbawiłaby wielu możnych władzy i wpływów, a to nie może zostać dopuszczone. Stąd, przywracanie ładu będzie miało siłowy charakter.   
Moim celem było przybliżenie spraw wpływających na bieg wydarzeń zachodzących w ramach tej cywilizacji, ukazanych z drugiej strony tego „ziemskiego kotła”.
Mam nadzieję, że nikt nie poczuł się tym zabiegiem urażony. Mi nie zależy na tym, aby ludzie wierzyli w to, co ja, ale żeby wiedzieli. Do tego, potrzebne jest poznanie innych perspektyw, co ułatwi podejmowanie decyzji i takie prowadzenie codziennej egzystencji, która nie będzie uderzała w innych – tu na Ziemi sprawi, że ten czas stanie się lepszy dla wszystkich.
Moja powieść stanowi, pewnego rodzaju, świadectwo w dopowiadaniu historii, której nie jesteśmy w stanie sprawdzić, ani doświadczyć.  
Opisana przeze mnie historia, wydarzyła się dość dawno, kiedy jeszcze świat ziemski nie był nawet pyłkiem, ale przepełniony mocą i mądrością samego Stwórcy, został zaplanowany w swoim obecnym kształcie. Wojny bogów miały miejsce, zostały tylko skrzętnie przemilczane. Nikt nie chciałby rozumieć, że istniało wielu potężnych Stwórców, gdyż to uruchomiłoby machinę poszukiwania powodów oraz ustaliło strategię na prowadzenie działań, zmierzających do ustalenia wygodnego ładu.
Pewność, co do tego że człowiek stanowił dla aniołów to, czym są dla ludzi – przynajmniej w zdecydowanej większości – zwierzęta, mogłoby ostatecznie zachwiać egzystencją.
Niegdyś, aniołowie i ludzie, wspólnie zamieszkiwali tzw. Niebo (zamiennie dla słowa Erem). W pewnym, nie do określenia czasie, wybuchła wojna, która doprowadziła do zamieszkania człowieka w miejscu określanym Ziemią. Pokonując na Ziemi jednego boga, osadzono na niej drugiego.
Pośród wielu religii można odnaleźć wspólne, zbliżone koncepcje, w spojrzeniu na istoty, zwane aniołami. Natrudzili się ludzie, którzy kwestionowali wszystko i wszystkich. Trud został opłacony, gdyż zniewolono ludzkość. Wiedza stanowi klucz – i nie pomylił się ten, kto tak stwierdził.
Zdarzenia się inicjują, jak w rozpędzonej układance domina, w której przy poruszeniu jednego elementu, zaczyna się dziać coś z pozostałymi. Powszechny pogląd, że nic na świecie nie dzieje się przypadkiem, a jedno zdarzenie ma wpływ na kolejne, okazuje się być tu prawdziwym.
Rozwój nauki, w tym genetyki i znajomość atomu, pozwala ludziom zrozumieć i poznawać wszechświat. Wiedza ta, nie musi być szkodliwa dla wiary i Stwórcy. Taka wiedza może być pożyteczna, dając zrozumienie. Ludziom zależy, aby inni się bali i byli posłuszni. To zła droga, prowadząca w jednym kierunku. Aniołowie nie dążyli nigdy do zniewolenia, ale wykorzystywali oraz ograniczali człowieka, wykorzystując go i broniąc przed samym sobą.
Kto dał ludziom prawo do sądzenia innych ludzi, a tym bardziej – aniołów? Gdyby aniołowie karali, za każdym razem, żyjących na Ziemi ludzi, z równie głupich powodów, co twórcy inkwizycji tzw. „opętanych przez szatana”, to planeta opustoszałaby już dawno.
Człowiek współczesny, nie przyjmuje piękna indywidualnego, dopuszcza za to piękno powszechne. Należy określać, mianem piękna wszystko, co jest związane z człowiekiem, jego ciałem i naturą. W pięknie indywidualnym tkwią zasady i prawo.
Anioł, który przebywałby na Ziemi i żył zwykłym życiem człowieka, byłby biseksualistą (androgynem[2]). Dlatego, że jego natura i jego istota, zawiera pierwiastki męskie i żeńskie. Połączona, tworzy anioła.
Jeżeli homoseksualiści zachowują wierność, to są wobec Stwórcy umiłowani.  
Pamiętajmy, że na początku, dokonując rozdzielenia człowieka, w trakcie aktu stworzenia, Pan uczynił „mężczyznę” i „mężynę” – a nie mężczyznę i kobietę. 
Stwórca nie jest „amatorem” i gdyby nie chciał, żeby ludzie mieli takie skłonności, to by ich zwyczajnie nie mieli. Człowiek musi walczyć ze swoją skomplikowaną naturą, która prowadzi go do wynaturzeń oraz jest zła.
Z punktu widzenia ludzi, zło pojawia się zewsząd i jest kierowane przez jedną istotę, która wywołała najpierw wojnę w niebie, a potem doprowadziła, podczas kuszenia Adama i Ewy, do upadku człowieka.
Poprzez pierwszą część serii Przemilczeć Armagedon, ukazałem mechanizmy, które doprowadziły do tego stanu rzeczy, który w moim przekonaniu, poważnie dokucza ludzkości, również i obecnie.
Cieszy mnie to, że miałem odwagę powiedzieć częściowo prawdę. Oczywiście, rozumiem że mogę być zaliczony do grona „ludzi opętanych”. Zapewniam, że tworząc książkę, nie znajdowałem się w kontakcie z obcymi siłami, które podyktowały mi jej treść. Starałem się pisać to, co sam rozumiem.
Niewielu, obecnie jest proroków. Przecież od dwóch tysięcy lat, było ich niespełna dwóch. Nie roszczę sobie prawa do wypowiadania prawd objawionych, bo w istnienie takich sam nie wierzę. 
Wszelkie systemy i wartości, wynikają wyłącznie z próby, dokładniejszego opowiedzenia rzeczywistości. 
Zmywam alibi „szatana” z ludzkości. Pokazałem to, co doprowadziło do niezrozumienia oraz rozlicznych nadinterpretacji.
Planeta Ziemia została zamknięta poprzez Bramy Erebu, których strzegą klucze do wrót, złożone z siedmiu diademów i asera. Od tego czasu, światy nie mogą się ze sobą przenikać, pozostając sobie obce. Człowiek tęsknił za tym, co boskie, ale czynił to tylko w strachu przed śmiercią. Nie wiedział, że najważniejszym bogiem, był on sam.
Diademy w Apokalipsie, uchodzą za symbol szatana i zła. Ludzkość miała się bać. Otwarcie bram, to powrót pradawnych oraz koniec ery człowieka, a także…
Ogół przygniata jednostki. Przekroczyłeś próg, to znak że postawiłeś pierwszy krok na drodze prowadzącej do zrozumienia. Jesteś trzy księżyce bliżej prawdy, którą chciano wymazać oraz unicestwić z oblicza tego świata. Natchnij się wodą życia i spójrz. Zastanów się dobrze i pomyśl, gdzie może być Eden?
Widzisz, jeśli tylko zechcesz…
            Eden to Ziemia. Dawniej tym słowem została wyrażona głęboka metafora wygnania. Pomyśl? Zatem, istnieje perspektywa, że możesz stać się potężniejszy. Gdzie jest owo drzewo życia? No, popatrz! Spójrz dobrze i dostrzeż żyły, a w nich wieczność, pulsującą rytmicznie. Wydobywa się z ziemskich czeluści, tuż pod Twoimi stopami. Umiesz sięgnąć po wieczność, człowieku z Ziemi?


Autorskie zakończenie do Pierwszej wojny w niebie






[1] Pręgierz – w średniowiecznych miastach: słup, przy którym wystawiano na widok publiczny skazańców i wymierzano im karę; też: kara publicznej chłosty pod tym słupem.
[2] Androgyn – istota dwupłciowa. Androgynia to dwupłciowość będąca atrybutem bóstw w wielu religiach oraz upodobnienie zewnętrznych cech płciowych mężczyzny do cech kobiecych, u zwierząt cech samca do cech samicy.

Księga Aniołów: umieranie

Władam zastępami. Cóż? Jestem w końcu ich wodzem.
Mówiąc skromnie, wiele niegdyś, ode mnie zależało. Jestem w tej grze, która ostatnimi czasy nieco się skomplikowała. Z niskiego poziomu, skoczyliśmy na wysoki level. Nie przechodziliśmy tego, więc ciężko mi mówić tu o przechodzeniu. Skoczyliśmy i już!
Słabnę z każdym cyklem, a moja dusza obumiera, na równi z wygaszaniem energii Tronu i struktury pra-świata. Anioł może umrzeć, i nie ma się tu co śmiać. Zdychamy – jak to mówią na Ziemi. Nie ma w tym nic dziwnego. Naturalna kolej rzeczy. Nie będę brał tego jako większej tragedii. Chciałem żyć, ale nie w takim stanie.
Jesteśmy zależni od porządku, nasz Ojciec zapewnia dostęp do światła, bez którego stajemy się niczym. Nie pomyśl, że jest przez to Absolutny. Nic bardziej mylnego. Po prostu, posiada narzędzia umożliwiające większą kontrolę. Ot, cała tajemnica wielkości.
Nie mogąc łączyć się z moją energią w przestrzeni, powoduje gwałtowny zanik wszystkich funkcji. Najzwyczajniej mówiąc, umieram.  Nie jest to gwałtowne i nie następuje nagle. Trochę czasu upłynie, zanim zejdę. Dla człowieka, cykl się nie skończy. Moja energia prawie wyczerpana. To nie powoduje uśmiechu na twarzy. Macie tu ciekawe określenie – „robić banana na twarzy”. Także, nie robi mi się banan na myśl o zaniku. Powolne i bolesne. Nie władać energią to zanikać. Cóż to za życie, gdy nawet nie wiem, co dzieje się po drugiej stronie globu. – Abstrakcja!
Cholernie się z tym czuje, bo umieranie nie stanowi dla mnie dobrej praktyki. Powiedzmy, że nie mam wprawy. Przedsięwzięcie, jak każde inne wymaga lekkiego zaprawienia. Człowiek, od narodzin aż do finału, zaprawia się w śmierci. Jestem w tym dyletantem. Śmierć jednostki nie ma żadnego znaczenia, tu na Ziemi, istnieją brutalne prawa. Dostosowałem się do tego, co czyni mnie ludzkim. Każda inna, nieludzka rzecz, zanika we mnie w tempie wprost niewyobrażalnym. Od zawsze, staram się być kojarzony z czymś nieprzewidywalnym. Narodziłem się tak, żyję tak i umrę, tylko z przekonaniem i poczuciem misji. Chyba tak?... ale nie jestem tego już tak pewny. Osobliwie, to chciałbym umierać bez misji. Nie śnić o tym będzie lub nie będzie. Chciałbym, tak zwyczajnie zamknąć oczy, nie myśleć i nie trwożyć się w ciężkiej chwili.
W ogóle to nie rozumiem śmierci. Starzenie się, śmierć i inne zarazy, które zainfekowałem ludziom – dosięgają powoli mnie samego. Nazywa się to karmą czy jakoś tak. Szkoda, że mój Ojciec nie może poczuć karmicznej przystawki. Padło na mnie. Cóż? Pewnego dnia mi się sprzykrzy i umrę.
To moja refleksja, bez oprawy, zdobionej patosem i frazą. Moja własna retoryka, pochylonego w upadku, nad życiem i doskonałością. Czasem dostrzegam jakąś doskonałość. To bezwarunkowe, gdy widzę twarz czy wracam do miejsca, w którym byłem. Miałem taki podły dzień, w którym przez cały czas wracałem do rozmowy z Mojżeszem. – Kurwa! – Tak się akcentuje sprawy na planecie. Po co mi Mojżesz? Szanuję go i wielbię, ale nawet nie wiem, co u niego. Pamiętam go, a gdyby coś mu się stało, to żałowałbym po stokroć. Może… Czasem nie warto znać prawdy o tych, na których nam zależy.
Wszystkie przemyślenia, które sprowadziło mi życie, to coś na kształt latryny – tak się mówi o miejscach skupionego odosobnienia. Ludzie stają się natchnieni twórczo, gdy pozostają sami. Natchnąłem się i zostałem natchnięty albo natchniony. W każdym razie – dajmy na to, że się natchnąłem aż mało nie wygiąłem kręgosłupa. Dobra rzecz, ale jak pomyślę że miałbym toczyć walki z takim szkieletem jak ma człowiek, to przeżyłbym już tysiąc pogrzebów.
Doświadczyłem wszystkiego, poznając wasze demony, żądze i rządy. Absolutnie jestem tego pewny. Najbardziej smakowała mi wasza wódka, papierosy oraz kobiety. Wspaniałe jest to, że można śmierdzieć, pachnieć – a przy tym wybrzydzać. Nie mogli przy mnie udawać, choć nie czuli że ja wiem każdą rzecz. Gdyby mieli pewność – zapewne by mnie posiekali. Chodzące zwierciadło – a to dobre. Anioł – zwierciadłem, tyle że nie nadziei, a oglądu prawdziwej i bezkształtnej natury człowieka. Byłem jednym z was, tuż na zbiegu kilku skrzyżowań, mieszkałem i żyłem, całkiem niezauważalny. Ciekawe jest to, że można tak osobliwie, a chciałem stosować większy patos. Nie daje się, gdy mnie bierze część waszego ducha. Mój język i tak nie będzie dla was zrozumiały. Jesteście zbyt zapatrzeni we własne cielska – dupska byłoby lepszą formą, powszechniej tu stosowaną. Nazwaliście mnie Antychrystem i Fałszywym Prorokiem. Nie znoszę takiego memlania. Tak wiem, jestem zły. Bestia to ja – w porządku, zrozumiałem wprawdzie ten wywód z akapitu Apokalipsy, ale czemuż nadaliście mojej formie taki bezkształt wyobrażeń. Zamiast napisać pokrętnie: Oto słowa tego Proroka, weźcie lub zostawcie – to wy mi wlepiacie ciało niedźwiedzia, lwa, przyczepiając ogon jaszczurki.
Przyznaję się, bez zbędnej walki: Ja jestem, Uziel, Pan Węża, Zwierzę i Bestia, w jednej postaci. Na imię mi szatan, noszę ich tak wielu. Nie musisz mi oddawać pokłonu ani służyć. Za to, możesz się zmienić, bo jak się wkurwię rozpętam tu taki pokaz fajerwerków, że przez najbliższe tysiąclecie nic się nie poskłada na Ziemi.
Istnieje mały szkopuł, powstrzymujący mnie przed tym, ale to może się samo wyjaśni w trakcie.
Dotarłem tam, gdzie wy się zatrzymujecie i zrozumiałem, że dalej nie można już pójść. Punkt widzenia zmienia się, a moje oczy przywołują ciągle jeden obraz, tego czym powinno być to, co nas otacza.
Wobec śmierci i życia, staram się nie przenikać granic. Pozostaję na progu. Mógłbym się nieco poprawić, ale obiecałem sobie nie zabijać ludzi dla krwi. Powiedzmy, że to rodzaj stuletniej terapii. Nie miałem w ustach tego napoju od dwóch tysięcy lat. Zatem, moje pragnienie pali mnie i wzbiera się we mnie od środka, jakby moje ciało chciało mi powiedzieć: „Bierz i jedz z tego, niech cię karmią wszyscy!” – Jakież to kuszące i obrzydliwe. Nie  ja się takim stworzyłem. Gdy się już pojawiłem, po prostu tak miałem.

Człowiek rodząc się pokraką, nie jest niczemu winny, bo dostaje ten zastrzyk, w postaci pary genów – po mamusi i tatusiu – stając się chodzącą tragedią. Ze mną, widać było podobnie, dlatego staram się zrozumieć ludzi. Nawet tych najgorszych. 



Księga Aniołów: umieranie


______________________

Fragment z książki, znajdującej się w fazie tworzenia Księga Aniołów. Jest to kolejna, druga część, serii Przemilczeć Armagedon. Pierwsza, pt. Pierwsza wojna w niebie: Dziedzictwo już się ukazała drukiem. 
Części te różnią się od siebie. Księga Aniołów jest pisana współczesnym językiem i zawiera refleksje Uziela, który trafił na Ziemię i został pozbawiony swojej siły oraz mocy władania żywiołami - mówiąc prościej, stał się człowiekiem. 

Jeśli chcesz przeszukać nasze zasoby w sieci

Popular Posts